Samaris

Po-Björkowe krajobrazy (Przystanek Islandia cz. 4)

Samaris „Wanted 2 Say”

Na chwilę odchodzimy od historycznych nagrań i przechodzimy do współczesności. Trio z Rejkiawiku to jeden z najciekawszych przedstawicieli młodego pokolenia w islandzkiej muzyki. Album „Black Lights” sprzed 2 latach pokazuje jak żywotna pozostaje po-Bjorkowa eklektyczność elektronicznej twórczości. Delikatne liryczne wokale z breakbeatowym podbiciem słyszeliśmy już m.in. u Kosheen, ale dopiero zestawienie z hipnotycznymi dźwiękowymi krajobrazami dają pełen, niepowtarzalny efekt.

Reklamy
Zwykły wpis
Mezzoforte

Jak ciepły letni deszcz (Przystanek Islandia cz. 3)

Mezzoforte „Suprise/Garden Party”

Niezwykle przyjemny jazz-funk. Z jednej strony słychać tutaj udane inspiracje Kool And The Gang czy Earth, Wind and Fire, ale jakby ktoś mi powiedział że to zaginiony instrumental z albumu „1980” Krystyny Prońko to też bym uwierzył.

Trzeba wyróżnić tutaj bas za utrzymanie w ręku pulsu całego kawałka oraz klawiszowca za brzmienie i najciekawsze mikromotywy. Choć trzeba przyznać, że reszta daleko nie odstaje – słychać tutaj doskonała synergię zespołu. Warto spojrzeć w wykonania live, gdzie wyczuć w zespole można prawdziwą frajdę wspólnego tworzenia, która w prosty sposób udzieli się też słuchaczom.

Zwykły wpis
Datar

Najbardziej tragiczna grupa świata (Przystanek Islandia cz. 2)

Dátar „Leyndarmál” / „Gvendur á eyrinni”

Największym konkurentem dla Hljómar na nowo powstałej sceny rockowej na Islandii był reykjawicki Dátar.

W tym wypadku punktem zapalnym decydującym o tworzeniu się zespołu była seria ośmiu koncertów The Kinks, która odbyła się we wrześniu 1965 roku w Reykjawiku. Nowe zespoły zaczęły powstawać jak grzyby po deszczu. Szybko wiodącą rolę (pod nieobecność na wyspie Hjolmaru, zajętego karierą na Wyspach) przejął zespół Dátar.

Jego pierwszy minialbum wydany w lutym 1966 roku zawierał trzy utwory skomponowane przez mentora zespołu, klawiszowca Þórira Baldurssona. Szybko jednak swój talent ujawnił wokalista zespołu – osiemnastoletni Rúnar Gunnarsson, który już w wakacje 1966 roku zajął się dostarczaniem materiału na kolejny krążek.

Bardzo obiecująco zapowiadająca się karierę przerwała nagła wiadomość. Gitarzysta zespołu – Magnús Magnússon popełnił samobójstwo. Dátar przestał istnieć. Jak się później miało okazać innych członków zespołu spotkał równie tragiczny los. W 1972 roku Rúnar Gunnarsson nekany problemami psychicznymi i chorobą alkoholowa również popełnia samobójstwo. Karl Sighvatsson, klawiszowiec w 1991 roku zginął w wypadku samochodowym, a rok później perkusista Stefán Jóhannsson zmarł na raka.

Mimo wydania jedynie dwóch minialbumów skromna dyskografia zespołu Dátar w istotny sposób zapisała się w historii muzyki islandzkiej. Utwory takie jak „Leyndarmál” czy „Gvendur á eyrinni” z całą pewnością mogą konkurować z twórczością ich kolegów po fachu ze Stanów Zjednoczonych czy Wielkiej Brytanii. Pierwszy to klimatyczny senny barokowy pop na kształt The Zombies z intrygującą linią melodyczna gitary. Drugi to klasyczny kinksowy, powerpopowy wymiatacz, z brzmieniem gitary zbliżonym do słynnego brzęczenia Rickenbacker Rogera McGuinna.

Zwykły wpis
Hljómar

Czwórka z Keflavíku (Przystanek Islandia cz. 1)

Hljómar „Hringdu” / „Heyrðu mig góða”

To nie przypadek że akurat w Keflavíku powstał pierwszy najważniejszy zespół islandzkiego rocka. Nie dość, że w tym mieście znajdował się prężnie działający port, gdzie marynarze przywozili ze sobą paczki z dalekich krajów, w tym albumy popularnych zespołów muzycznych – The Beatles, The Kinks czy The Who. Dodatkowo na pobliskim wzgórzu Asbru usytuowana była baza amerykańskiej marynarki, w której na falach żołnierskiego radia grano najnowsze hity powstającej właśnie Brytyjskiej Inwazji. W sytuacji gdy w latach 60-tych państwowe radio na Islandii miało zakaz grania rockowej muzyki Keflavik stał się muzycznym oknem na świat.

W takich okolicznościach czwórka kolegów Rúnar Júlíusson, Gunnar Þórðarson, Gunnar Jökull Hákonarson i Björgvin Halldórsson rozpoczęła błyskawiczną, ogólnokrajową karierę i wprowadziła nowoczesność na rynek muzyczny zdominowany do tej pory przez banalny bublegum pop i tradycyjny islandzki folk.

W odniesieniu do ich twórczości pojawiły się często pojawiają się porównania do The Beatles, zwłaszcza z wczesnym okresie ich twórczości. Nie można ich jednak traktować w kategorii ambitnych kopistow. Pojawiają się u nich również niezwykle ciekawe elementy takie jak bossanova w kawałku „Hringdu”, odniesienia do barokowe popu w stylu The Zombies, czy elementy agresywnej dynamiki The Who.

Ich opus magnum to debiutancki album „Hljómar” z 1967 roku, gdzie brakuje słabych kawałków, a ukryte covery The Mamas and Papas i The Beatles (w języku islandzkim) organiczne pasują do całości.

W późniejszym okresie zespół (pod nazwą Thor’s Hammer) próbował swoich sił na rynku anglosaskim. Nie zrobił tam oszałamiającej kariery, jednak został on po latach doceniony i włączony do słynnej składanki „Nuggets II: Original Artyfacts From the British Empire and Beyond, 1964-1969”, obok takich gwiazd jak The Byrds czy Os Mutantes.

Zwykły wpis
Hiatus Kaiyote

Gdy soul spotyka awangardę

Hiatus Kaiyote „By Fire” / „Nakamarra”

Poznałem ten zespół już jakiś czas temu, a jeszcze nie zebrałem szczęki z podłogi. To co wyprawia ta czwórka z Australii przyprawia o zawrót głowy. Hiper-nowoczesny soul z mocno synkopowaną strukturą rytmiczną i niesamowitą zabawą akordami. Chodź oni sami wolą się określać jako „Multi-Dimensional, Polyrhythmic Gangster Shit„.

Wchodząc w highlighty to największe wrażenie robi jednoczesne zejście wokalu i basu w „The Fire” (jak ten w 2:17) oraz popis klawiszowca na przestrzeni całego „Nakamarra”. Gdy takie zespoły jak Knower i Hiatus Kaiyote wydają nowy materiał jestem spokojny o przyszłość muzyki.

Zwykły wpis
Antonio Carlos Jobim, Elis Regina

O powstawaniu gatunku

Tom Jobim i Elis Regina „Águas de Março”

O tym, że Elis Regina jest wybitną wokalistką już wiemy z wpisu sprzed paru miesięcy. Jednak gdy mówimy o bossanovie musi pojawić się inne nazwisko – Antonio Carlos Jobim. Najważniejsza postać nurtu, autor dziesiątek klasyków na światową skalę, w tym soundtracku do filmu „Czarny Orfeusz”, utworów takich jak „Girl from Ipamena” czy właśnie „Águas de Março”. To on wymyślił i spopularyzował połączenie dwóch niezwykle pojemnych twórczo gatunków – brazylijskiej samby i cool jazzu.

Jednak nie należy kojarzyć go z atmosferą lounge barów dla dogorywających pijaczków o piątej nad ranem, które nie wiadomo dlaczego wyjątkowo upodobały sobie ten gatunki. Tutaj, mimo łagodnego, miękkiego brzmienia cały czas coś się dzieje, zmienia, żyje – patrz wybitny album „Wave”. Trzydzieści parę minut muzycznego konkretu – melodie, rytmy, orkiestracje.

Najczęściej wracam jednak do „Águas de Março” (może przez słabość do Elis Reginy). W którym urzeka niezwykła muzyczna chemia pomiędzy duetem, luz i epokowość, liryzm (tekst!) i popowa nośność. Nie dziwię się, że kawałek został wybrany najlepszą brazylijska piosenka wszech czasów (przy takiej konkurencji!)

Zwykły wpis
Animal Collective, Avey Tare, Panda Bear

Zaproszenie do zabawy

Animal Collective (Avey Tare and Panda Bear) „April and Phantom” / „Chocolate Girl”

Debiut dwóch takich co później założyli Animal Collective jest jak mgliste wspomnienie z wczesnego dzieciństwa. To w którym jesteś z wizytą u bogatego kolegi, który ma do dyspozycji nieograniczone ilości zabawek i piaskownice, którą nie trzeba się z nikim innym dzielić. Jak beztroska, niekończąca się zabawa w odkrywanie świata na nowo.

Słychać tutaj duchowe podobieństwo z głównym dziełem Boards of Canada, wykonane jednak zupełnie innymi środkami. Przetworzony folk spotyka zarówno drum&base’ową perkusje, jak i noisowe wstawki czy psychodeliczne drony. Wrzaski i pomrukiwanie. Fantazja twórcza bez granic.

Zwykły wpis