Varius Manx

Awangarda z list przebojów

Varius Manx „Tokyo”

Bezdenna skarbnica przebojów pióra Roberta Jansona z trzech pierwszych płyt na „E” zdominowała muzyczny środek lat 90-tych w Polsce. Częstotliwość występowania tych kompozycji w radiu porównywana może być tylko z billboardami z Robertem Lewandowskim podczas Euro 2016.

A po przesłuchaniu po latach, „na chłodno”, tym bardziej zaskakujące jest to jak świeży i progresywny jest to materiał. Klasycyzująca „Piosenka księżycowa”, andaluzyjskie akcenty w ‚Zanim zrozumiesz” i „Tokyo” – rozpisany na metrum 7/8 + 8/8 (sic!), napędzany agresywnym obsesyjno-kompulsyjnym refrenem art-popowy potwór, zacierający granicę pomiędzy listami przebojów a awangardą.

 

Zwykły wpis
Charlie XCX

Amerykańskie nastolatki na wakacjach

Charlie XCX „SuperLove”

Nawet banał teen-popowej zwrotki rodem z Disney Channel nie jest w stanie przyćmić euforycznej perfekcji refrenu, a jeszcze gdzieś tam zaplątał się figlarny mostek rodem z j-popowych szlagierów (co koresponduje z dołączonym teledyskiem). Od tego kawałka zawsze zaczynam playlistę na wakacyjny soundtrack lat 10-tych.

 

Zwykły wpis
Todmobile

Tu i teraz, czyli piosenkowe szczyty (Przystanek Islandia cz. 18)

Todmobile „Stúlkan”

Nieco ponad trzy minutowe cudo rozpostarte stylistycznie pomiędzy ósmą i dziewiątą dekada XX wieku. Dream-, indie-, jangle-, ale przede wszystkim POP „at its best”. Klawisze zerkają na The Stranglers, przycięta gitarka na radosne The Cure („Inbetween days”), wokal na Lushczy czy inne kobiece post-Cocteau Twins, ale wszystko spina się w cudownie zgranej organicznej materii.

I nie będę tu przekonywał o ważności, ponadczasowości czy zaletach technicznych tego kawałka. Czasem jednak chodzi w tym wszystkim o coś innego – samą przyjemność obcowania z piosenką – nie wyprzedzającą swój czas, nie idealną kompozycyjnie, lecz po prostu odpowiednią dla momentu „tu i teraz”. Tylko, że w przypadku „Stúlkan” to mityczne „tu i teraz” zdarza się nieustannie.

Ps. Tym samym kończę ten absurdalnie długo realizowany cykl o muzyce Islandzkiej. W najbliższej przyszłości wracam do formuły pojedynczych, niezobowiązujących wpisów o muzyce we wszystkich jej odcieniach, bez dyskryminacji ze względu na gatunek czy miejsce i czas powstania.

Zwykły wpis
Hildur Guðnadóttir

Nagrody i odznaczenia (Przystanek Islandia cz. 17)

Hildur Guðnadóttir „Joker: Original Motion Picture Soundtrack”

Jak pisałem wczoraj Jóhann Jóhannsson nie doczekał się swojego Oskara. Dlatego z nieukrywaną radością przyjąłem tegoroczny werdykt Akademii, gdzie główną nagrodę w kategorii muzyka oryginalna zgarnęła jego wieloletnia przyjaciółka i współpracownica – Hildur Guðnadóttir. I choć nie jestem bezkrytyczny wobec tego obrazu, to bezapleacyjnie dwa jego aspekty docenione przez komisję oskarową, czyli właśnie muzyka i główna rola Joaquina Phoenixa zasłużyły na wszelkie laury. Doskonale słychać, że kompozytorka podąża drogą wyznaczoną przez jej bardziej sławnego kolegę – gdzie ciężki, sugestywny natrój tworzony jest przez kreatywne wykorzystanie elektronicznych i orkiestrowych dronów.

Ps. Poza tym warto zaznaczyć, że Hildur Guðnadóttir w jednym sezonie zdobyła poza Oskarem również nagrody Emmy (za „Czarnobyl”), BAFTA i Złotego Globa. Pierwsza taka sytuacja w historii tych nagród.

Zwykły wpis
Jóhann Jóhannsson

Nowa szkoła muzyki filmowej (Przystanek Islandia cz. 16)

Jóhann Jóhannsson „Sálfræðingur Deyr” / „The Beast” / „Part 1: IBM 1401 Processing Unit” / „Flight From the City” / „Blade Runner 2049”
Nieodżałowany Jóhann Jóhannsson – jeden z najoryginalniejszych współczesnych kompozytorów muzyki filmowej. W bezprecedensowy sposób zmienił zasady gry w tym okrytym grubą warstwą patyny neo-romantyzmu, desplatowo-williamsowym świecie. Z niezwykłą odwagą wprowadzał do mainstreamowego kina mroczny ambient, drony w najróżniejszej postaci czy niesamowitą umiejętność gry ciszą. To między innymi dzięki jego pracy takie wrażenie robi na nas „Nowy Początek”, „Sicario” czy islandzki serial „W pułapce”. Niestety własnego Oskara się nie doczekał (mimo dwóch nominacji za „Teorię wszystkiego” i „Sicario”), a ja już zawsze będę się zastanawiał jak brzmiałby „Blade runner 2049”, gdyby Jóhannsson nie oddał go Zimmerowi – pozostał mi tylko przedsmak w postaci nieoficjalnego głównego tematu.

Ps. Bardzo ciężko jest mi wskazać ulubione fragmenty jego twórczości – bo jak tu wybierać pomiędzy minimalistycznym debiutem „Sálfræðingur Deyr”, ambientowym „Virðulegu Forsetar”, bazującym na dźwiękach starych komputerów albumie „IBM 1401, a User’s Manual”, przerażającym kawałku „The Beast” z Sicario (cytat ze wspaniałego  „Sense of Doubt” Bowiego jest oczywisty) czy niezwykle popularnym, wręcz „singlowym” „Flight From the City”. Warto przesłuchać przekrojowo i wybrać coś dla siebie – najlepiej wszystko.

Zwykły wpis
Ólafur Arnalds

Zbrodnia, elektronika i pusty kościół (Przystanek Islandia cz. 15)

Ólafur Arnalds „Take My Leave of You” / „So Close”

Pora przejść do kolejnej, po post-punku i nowoczesnej elektronice, specjalności Islandii , czyli do muzyki filmowej. Na początek wschodząca gwiazda – Ólafur Arnalds, najbardziej znany ze ścieżki dźwiękowej do brytyjskiego serialu dramatyczno-kryminalnego „Broadchurch”.  Początkowo soundtrack planowany był jako klasyczna orkiestrowa partytura jednak twórca uznał, że brzmi to zbyt potężnie i perfekcyjnie dodając partie elektroniczne. Całość dla uzyskania odpowiedniej przestrzeni w brzmieniu nagrana została w pustym kościele w Reykjaviku.

Zwykły wpis
Jónsi, Sigur Rós

Sólarfrí (Przystanek Islandia cz. 14)

Jónsi „Animal Arithmetic”

Pod tym tajemniczym słowem z tytułu ukrywa się pojęcie, które można przetłumaczyć jako „Słoneczne wakacje”. Jest to sytuacja gdy islandzcy pracownicy dostają nieoczekiwany wolny dzień lub popołudnie, aby cieszyć się wyjątkowo ciepłą pogodą. Zwyczajowo ogłaszane jest to po prostu napisem lub znakiem z tym jednym wyrazem. Nie potrzeba więcej słów ani wyjaśnień, oznacza to, że masz przywilej spędzania całego dnia na słońcu.

I tak jak muzyka Sigur Rós jest idealnym odwzorowaniem typowego islandzkiego klimatu to solowy album wokalisty zespołu – „Go” oddaje ducha tych rzadkich dni „Sólarfrí”, pełnych działania i euforycznego entuzjazmu.

 

Zwykły wpis
Sigur Rós

Jak zwiedzać świat (Przystanek Islandia cz. 13)

Sigur Rós „Ágætis byrjun” (cały album)

Pierwsze skojarzenia z islandzką muzyką przeciętnego fana muzyki biegną zwyczajowo w stronę Björk. Jednak to nie ona jest najlepszym wyznacznikiem tamtejszego klimatu i ducha. Jej twórczość choć głęboko zanurzona w post-punkowej tradycji, bardzo prężnie rozwijanej na wyspie, jednak jest w prostej linii efektem drogi jaką przeszła anglosaska elektronika i trip-hop na początku lat 90-tych. Jeśli jednak chciałbyś poczuć prawdziwego ducha tego kawałka świata to koniecznie skieruj swoją uwagę w stronę Sigur Rós. 

Sam przez wiele lat nie byłem w stanie się przekonać do tego zespołu. Zwłaszcza w latach 10-tych, kiedy z jednej strony bliżej mi było zdecydowanie do progowych suit czy rockowych bangerów niż ambientowych orkiestracji, a z drugiej kiedy miałem się wrażenie, że w środowiskach (przy braku lepszego określenia) humanistycznych Sigur Rós słucha niemalże każdy. Jednak to dopiero wyjazd do ich ojczyzny był kluczowy w moim postrzeganiu tego zespołu. Wystarczyła pierwsza wyprawa samochodem wgłąb popularnej turystycznej trasy – Golden Circle by przekonać się, że nie ma lepszego soundtracku do przemierzania surowych północnych pustkowi niż ich twórczość. Wraz z kolejnymi podróżami wzdłuż i wszerz wyspy mój zachwyt wchodził na coraz to wyższy poziom.

Od tamtej pory w mojej głowie kolejny odsłuch poszczególnych utworów każdorazowo przywołuje na myśl konkretne miejsca nierozerwalnie z nimi związane, tak jak „Flugufrelsarinn” to majestat i potęga Detoffossu, „Ágætis byrjun” to swojskość Snæfellsnesu a „Svefn-g-englar” to piękno pustki na trasie między Skaftafell a Kirkjubæjarklaustur (tak przy okazji – najlepsza nazwa miejscowości ever).

Ps. I zdaję sobie sprawę że w cyklu o muzyce islandzkiej nie da się opisać bardziej oczywistego artysty (nie bójmy się tego słowa), ale zarazem nie sposób było ich pominąć.

 

Zwykły wpis
Bjork

Droga do popularności, czyli parę rzeczy które chcielibyście wiedzieć o Björk, ale nie mieliście kogo się zapytać (Przystanek Islandia cz. 12)

Björk „Jóhannes Kjarval”
Tappi Tikarrass „Iltí Ební”
KUKL „Anna”
Sugarcubes „Motorcrash”

1. Jak to się wszystko zaczęło?

Ojczym Björk, widząc olbrzymi talent w swojej 11-letniej pasierbicy zorganizował jej najpierw występ w lokalnym radiu, gdzie wykonała utwór Tiny Charles „I Love to Love”, a następnie wydanie pełnego albumu. Krążek wypełniły głównie piosenki odnajdujące się w konwencji nieco naiwnego, acz pełnego uroku folku i dziecięcego popu. Jednak od zapomnienia uratowały ją dwa indeksy. W związku z tym, że doskonale radziła sobie z grą na flecie znalazło się tu  miejsce dla coveru „Fool on the Hill” Beatlesów (z charakterystyczną partią tego instrumentu), wykonanego w rodzimym języku. Pojawia się tutaj również jej pierwsza samodzielna kompozycja – Jóhannes Kjarval”, czyli instrumentalny hołd złożony znanemu islandzkiemu malarzowi. Cały album nie ma jeszcze znaczenia dziejowego, ale traktowany może być jako studyjne przetarcie oraz pokaz potencjału islandzkiej wokalistki.

2. Kiedy zaczęło być o niej głośno na Islandii?

W omawianym przeze mnie okresie punkowego wybuchu i nagrywania filmu „Rokk í Reykjavík”, gdy jeszcze niepełnoletnia śpiewała w zespole Tappi Tíkarrass (czyli „zakorkuj suce tyłek”). Już z tamtych nagrań możemy rozpoznać kształtowanie się jej charakterystycznego wokalu. Mimo tego, że na filmie usłyszeć możemy kawałki „Hrollur” i „Dúkkulísur”, dużo ciekawiej w tym okresie prezentowały się „Iltí Ební”, post-punk w stylu Siouxie and the Banshees z basem wyjętym żywcem z „Colony” Joy Division oraz „London”, czyli proroczy alt-rock, jedyny kawałek nagrany w języku angielskim.

3. Skąd się wzięły u Björk ciągoty do eksperymentów brzmieniowych?

Symptomatyczny w tym względzie wydaje się być kolejny etap w jej karierze, gdy z członkami zespołów Purrkur Pilnikk i Þeyr założyła KUKL. Radykalny jazzujący post-punkowy etno-funk, wiecznie kombinujący brzmieniem i epatujący anty-melodyjnością dał fascynującą, jedyną w swoim rodzaju mieszankę oraz musiał stanowić solidną podstawę dla przyszłej, samodzielnej twórczości.

4. Kiedy Björk  zaczeła być znana poza ojczyzną?

Gdy formuła formalnych eksperymentów KUKL wyczerpała się cześć członków zespołu z naszą bohaterką na czele założyła zespół Sykurmolarnir, później znany z angielska The Sugarcubes. Zwarta piosenkowa forma, melodyjne kompozycje z punkowym zacięciem w stylu amerykańskiego rocka alternatywnego (i zbliżone do kawałka „London” Tappi Tíkarrass) okazały się kluczem do pierwszych zagranicznych sukcesów i rozpoznawalności na anglosaskim rynku muzycznym. Skalą sukcesu może być to, że na wielu składankach światowego undergroundu lat 80-tych (m.in. znakomitej „Left of the Dial: Dispatches From the ’80s Underground„), to zwykle The Sugarcubes znajdują się w nielicznej grupie zespołów spoza USA i Wielka Brytania.

Zwykły wpis
Þeyr

O tym jak poznałem nową literkę (Przystanek Islandia cz. 11)

Þeyr „Killer Boogie” / „Rudolf”

Gdzieś na przecięciu teatralności Devo (o których pewnie kiedyś jeszcze napiszę) i antyfaszystowskiej nadidentyfikacji w stylu Laibach swoje miejsce znalazł post-punkowy Þeyr (czytane z angielska jako „Theyr”). Surowość brzmienia, wspaniała współpraca wszystkich instrumentalistów i super-ciekawe pochody gitary stawiają ich w czubie najciekawszych zespołów na islandzkiej scenie muzycznej lat 80-tych.

Zwykły wpis