Stevie Wonder

O szukaniu następców (Pierwsza jedenastka męskiego wokalu cz. 8/ 11)

Stevie Wonder „Knocks Me off My Feet”

Stevie Wonder – klasyczny przypadek człowieka-orkiestry (wiem, że wyświechtany frazes, ale pasuje tu wyjątkowo dobrze) – gra, śpiewa, komponuje. Dlatego niezwykle trudno jest mi rozdzielić umiejętności Wondera kompozytora i instrumentalisty od Wondera wokalisty. Unikalne miękkie brzmienia ówczesnych syntezatorowych nowinek idealnie zestrojone w czytelnej produkcji z przyjemnym, choć niezwykle potężnym tembrem głosu dało podwaliny pod połowę współczesnego popu i R&B.

Mimo, że ostatnią wielką płytę wydał w 1976 roku to mam wrażenie, że co roku wychodzą nowe „wonderowe” imitacje, nawet jeśli to tylko echa, skojarzenia czy zwykłe kalki w wykonaniu mniej lub bardziej utalentowanych epigonów jak Frank Ocean, D’Angelo, Timberlake, Daft Punk, Jamiroquai, Mark Ronson …

 

stevie wonder.jpg

 

 

Reklamy
Zwykły wpis
Genesis, Peter Gabriel

A jego imię to wszechstronność (Pierwsza jedenastka męskiego wokalu cz. 7/ 11)

Genesis „Musical Box”/ „Get ‚Em Out by Friday” / „Dancing With the Moonlight Knight” / „Back in NYC”
Peter Gabriel The Family and the Fishing Net” / „I Don’t Remember” / „Sledgehammer” / „Don’t Give Up”

Nieustannie zdumiewa mnie łatwość z jaką Peter Gabriel porusza się po różnorodnych meandrach wokalnego świata. Poniżej subiektywny przegląd jego osiągnięć:

1. Zaczynał od muzycznych ekspresyjnych opowieści z pogranicza baśni, mitologii i makabry („Musical Box”, „Fountain of Salmancis”).

2. Doskonale odnalazł się w teatralizowanych społecznie zaangażowanych numerach („Harold The Barrel”,  „Get ’em out by Friday”).

3. Przewidział wybuch punkowej rewolucji odgrywając postać Raela na albumie „The Lamb Lies Down On Broadway”.

4. Opowiadał epickie historie „Dancing With the Moonlight Knight”, „The Battle of Epping Forest”

5. Dołożył swoją cegiełkę do historii (tej dobrej części) progrockowych suit („Supper’s Ready”)

6. Po odejściu z Genesis odnalazł się w rozedrganej nowofalowej stylistyce („The Family and the Fishing Net” , „No Self Control”, „I Don’t Remember” czy cokolwiek z albumów „Peter Gabriel: 2”, „Peter Gabriel: 3”)

7. Z powodzeniem dokładał do anglosaskiej estetyki etniczne elementy („Biko”, „Rhythm of the Heat„)

8. Flirtował (z sukcesami) z ambitnym ejtisowym popem („Sledgehammer”)

9. Flirtował z Kate Bush w „Don’t Give Up”

10. Nie wspominając już o tych przepięknych balladach za czasów Genesis o których już kiedyś pisałem.

peter gabriel.jpg

Zwykły wpis
Simon & Garfunkel

Szałwia i rozmaryn czyli przewodnik po tradycyjnych angielskich przyprawami (Pierwsza jedenastka męskiego wokalu cz. 6 / 11)

Simon & Garfunkel „Scarborough Fair”

Simon to oczywiście mózg całego projektu, ale Art Garfunkel to jego idealny wykonawca.  Młodzieńczy, krystalicznie czysty wokal w 100% koresponduje z folkiem, zanurzonym w równym stopniu w angielskiej tradycji i amerykańskiej, dylanowej ówczesności.

Ale uwaga! Albumowe wersje to dopiero przedsmak – prawdziwą ucztą są koncerty, patrz poniższy fragment – 3:00.

art garfunkel.jpg

Zwykły wpis
Led Zeppelin

Folk ze Gondoru, blues z Mordoru (Pierwsza jedenastka męskiego wokalu cz. 5 / 11)

Led Zeppelin „Dazed and Confused” / „Ramble On” / „Since I’ve Been Loving You” / „Battle of Evermore” / „Rain Song” / „In My Time of Dying”

„Baby, baby , baby…” – złośliwi mówią że to jedyne co potrafił zaśpiewać Robert Plant, a i przy tym nie udaje mu się uniknąć fałszowania. Jeśli byłaby to prawda, to wolę taki fałsz niż krystalicznie czyste występy 99% innych wykonawców. Niech za przykład posłuży tutaj 6 utworów – po jednym z pierwszych sześciu albumów.

„Dazed and Confused” (Led Zeppelin I) – ciężki pochód bluesowego czołgu przechodzi w jakieś szalone psychodeliczne odjazdy, których by Hendrix nie wymyślił. Bohnam gra z mocą niedostępną perkusistom z tego świata, Page ale to Plant prowadzi kompozycję.

„Ramble On” (Led Zeppelin II) – bardzo bluesowo, bardzo amerykańsko, a teksty prosto ze Śródziemia.

„Since I’ve Been Loving You” (Led Zeppelin III) – skończone arcydzieło bluesowej ballady. Rozwijające się z mocą walca drogowego. Plant odnalazł się tutaj w szczytowej formie. Inne kawałki Zeppelinów są kowerowane nadzwyczaj często, ten jakoś nie bardzo. A jeśli nawet  ktoś się za niego bierze to raczej robi wersję instrumentalną.

„Battle of Evermore” (Led Zeppelin IV) – zbyt mało się mówi o tym jak bardzo Page i spółka potrafili w folki. Ten utwór nagrany przy współudziale Sandy Denny z klasycznego angielskiego zespołu Fairport Convention (o którym warto będzie napisać kiedy indziej) pokazuje skale ich możliwości. Mistrzostwo w budowaniu nastroju i kunsztownym konstruowaniu kompozycji – przy wspaniałym końcowym „Bring It, Bring It, Bring It, Bring It…!!!”. Kolejna wyprawa Zeppelinów do Śródziemia.

„Rain Song” (Houses of the Holy) – rozmarzona ballada z przepiękną partią melotronu przypominającą „Cluba da Esquina No 2”. Takiej dozy subtelności nie spodziewałem się po Robercie Plancie.

„In My Time of Dying” (Physical Graffiti) – z całym szacunkiem do Jacka White’a w tym jednym kawałku dzieje się więcej niż na większości płyt The White Stripes.

robert plant.jpg

Zwykły wpis
Queen

Mercury bez wspomagania (Pierwsza jedenastka męskiego wokalu cz. 3 / 11)

Queen „You Take My Breath Away”

Nad słabą stroną dyskografii nie będę się dzisiaj znęcać, Freddie musiał tu być i tyle. Wybrałem „You Take My Breath Away” – brak tu odrzucającego, hardrockowego kiczu – jest za to minimalistyczna, wspaniale zharmonizowana balladowa uczta. Śliczna wręcz. Czysty popis umiejętności wokalnych.

freddie mercury.jpg

Zwykły wpis
Scott Walker

Amerykańska Inwazja (Pierwsza jedenastka męskiego wokalu cz. 2 / 11)

Scott Walker „Joanna” / „Jackie” / „War Is Over”
The Walker Brothers „Make It Easy On Yourself”

Obłędny baryton. Amerykanin odnoszący swoje największe sukcesy w Wielkiej Brytanii, stosunkowo mało popularny w Stanach, co stało w opozycji do brytyjskiej inwazji muzyki z Wysp do Nowego Świata.

Początkowo wybitny odtwórca dwóch wspaniałych tradycji: amerykańskiej „Great American Songbook” i francuskiego chanson. W późniejszym okresie kariery (mniej więcej na wysokości „Scott 3”) jego własny repertuar zaczyna dominować w dyskografii, dając nam popis jego umiejętności songwriterskich. Ale o tym już pisałem półtora roku temu.

Dzisiaj zgodnie z nazwą tego mini-cyklu wybrałem moje ulubione występy WOKALNE Walkera, bez rozróżnienia autora kompozycji.

1. „Make It Easy for Yourself” – poruszający break-up song autorstwa Burta Bacharacha i Hala Davida.
2. „Jackie” – przetłumaczona na język angielski ballada Jacques’a Brela pełna opisów życia ciemnej strony miasta – narkotyki, domy publiczne itp.
3. „Joanna” – piosenka małżeństwa Tony Hatch / Jackie Trent o inwokacja do niespełnionej miłości.
4. „War is Over” – rozmarzona ballada (proto-dream popowa?) z piątego solowego albumu, której autorem jest sam wokalista.

Ps. Nowszych kompozycji nadal boję się ruszać.

scott walker.jpg

Zwykły wpis