King Crimson

Przed zachodem słońca (O przyjaźni cz: 1/3)

58. „Starless” King Crimson

Robert Fripp i jego zespół – projekt King Crimson, w którym do każdego albumu przystępowała inna grupa wybitnych instrumentalistów, wypełniających wszelkie zamysły lidera.

Jest rok 1974 – powstaje siódmy album „Red”, już trzeci przy wsparciu Johna Wettona na basie i Billa Bruforda na perkusji, ale wszystko zmierza się do rozpadu (po „Larks’ Tongues in Aspic” odszedł już Jamie Muir, a po „Starless and Bible Black” David Cross). Ostatnim utworem zostaje określony „Starless”, poetycka opowieść o rozpadzie starej przyjaźni.

Legenda głosi, że podczas ostatniego, wieczornego koncertu przed rozpadem (już w okrojonym 3 osobowym składzie,nawet bez pomocy sesyjnego saksofonisty Mela Collinsa) jako ostatni bis zagrali oni właśnie ten utwór i po wybrzmieniu ostatnich dźwięków długiej improwizowanej części instrumentalnej zeszli w ciszy ze sceny, nigdy nie wracając na nią w takim samym składzie.

King Crimson wprawdzie dalej funkcjonowało, ale zmieniło swój charakter – czas rocka progresywnego w klasycznym rozumieniu tego słowa zakończył się.

Reklamy
Zwykły wpis
Sufjan Stevens

Jak przekuć porażkę w sukces, czyli artyzm wulgarności

59. „I Want To Be Well” Sufjan Stevens

Prawdopodobnie najsłabszy utwór na tej liście – chaotyczny, z brzydkim brzmieniem, niedopasowaną, rozbuchaną, elektroniczną aranżacją. Nawet melodia jak na tego autora co najwyżej przeciętna.

Ale co traci kompozycja nadrobione zostaje przez tekst wyłaniający się z tego chaosu, gdy neurotyczna modlitwa o życiowy spokój przeradza się w wulgarne wyznanie wyzwalające siły na walkę o osobiste szczęście.

Gdy kolejny hip-hopowy skład rzuca bluzgami na lewo i prawo to przechodzimy nad tym do porządku dziennego. Ale jeśli skromny chłopak z gitarą zaczyna na szóstej płycie atakować z tekstem „I’m not fucking around!!” to wiedz, że ma to swoje szczególne znaczenie. Ja do tej pory jestem w szoku gdy to słyszę.

Zwykły wpis
Modest Mouse

Zjawiska fizyczne i muzyka alternatywna

61. „Gravity Rides Everything” Modest Mouse

Isaac Brook przedstawia swoją najlepszą opowieść w karierze – depresyjny tekst o życiowych priorytetach i sensie ludzkiej egzystencji.

Utwór pochodzący z albumu „Moon & Antarctica”, do którego trzeba się przekonywać przez dłuższy czas, rzadko chwyta z pierwszym razem. Ale warto spróbować tych parę podejść, bo oddaje od siebie zaskakująco dużo.

Zwykły wpis
The Cars

Hook za hookiem

64. „Just What I Needed” The Cars

The Cars zanim nagrali „Drive” ich najsłynniejszy przebój byli zupełnie odmiennym stylistycznie zespołem. Ich self-tilted debiut jest dla mnie niezwykle symptomatycznym przykładem przejścia pomiędzy doskonałym gitarowym rockiem spod znaku Big Star, The Rasberries, Flamin’ Groovies czy Cheap Trick oraz nowofalowym syntezatorowym popem lat 80-tych.

Zaczyna się to wszystko klasycznie pop-rockowym „Good Times Roll”, ale im dalej w płytę tym więcej kombinowania, więcej syntezatorów i więcej zróżnicowanego brzmienia. A w międzyczasie pojawia się perełka  – „Just What I Needed” – perfekcyjnie skrojony singiel ze stadionowym refrenem i radosną gitarową solówką. Szkoda że takich rzeczy nie robili hard rockowcy w kolejnej dekadzie, może wtedy czasem wrzuciłbym ich na głośnik.

Zwykły wpis