The Stooges

Punkowcy wszystkich krajów, uczcie się!

The Stooges „Search and Destroy”

I chodzi nie tylko o zachowania sceniczne, brud, agresję i gitarowy hałas, dające przykład tysiącom muzyków. Ale o to że The Stooges byli w stanie nagrać w tym stylu trzy wybitne albumy. Do tego potrafili grać na swoich instrumentach co w przypadku (proto-) punkowców nie jest wcale tak powszechne.

Ps. W ogóle Iggy Pop jest doskonałym przykładem jak powinna wyglądać kariera punkowca z ambicjami – najpierw hałas, surowość i agresja, później kombinacje tych elementów z eksperymentami brzmieniowo-kompozycyjnymi. Ale o tej historii już kiedyś pisałem.

Reklamy
Zwykły wpis
Lo Borges

Skromny geniusz z klubu za rogiem (Moja droga do Rio cz. 4/4)

Lo Borges „Todo Prazer”

Ktoś pamięta jeszcze mój ubiegłoroczny challenge? Prezentowałem w nim moje ulubione utwory muzyki popularnej, które poznałem na przestrzeni lat szperania w historii muzyki. Nie należy jednak tej listy traktować jako skończonej całości, preferencje ewoluują, wiedza się powiększa, stale poszerza się obszar moich zainteresowań.

Czemu o tym wspominam? Bo dzisiejszy utwór oddziałuje na mnie z tak wielką mocą, że spokojnie znalazłby sobie miejsce w okolicach pierwszej dwudziestki odświeżonego notowania – takiego poziomu jest to utwór.

Perfekcyjnie miękkie brzmienie uwydatnia całą dbałość o wyrafinowaną grę wielorakich konwencji splecionych razem w jedną, doskonałą kompozycję. Steely Dan vs reggae a’la Word Girl vs Ewa Bem vs Miles Davis vs gorące brazylijskie plaże. W lato powala przyjemnym, urlopowym feelingiem, w zimę będzie urzekać skomplikowaną kompozycją.

Tak jak maj 2016 to miesiąc Mecano, tak sierpień należał do muzyki brazylijskiej, która pewnie już zawsze będzie mi przypominać o wydarzeniach i emocjach z tego okresu. A w szczególności Lo Borges, ten najbardziej niepozorny z całej grupy niezwykle utalentowanych kompozytorów zza oceanu. Rozpoczynający swoją karierę jako ten mniej popularny z duetu nagrywającego słynny krążek „Clube de Esquina” (Klub za Rogiem /Corner Club), który otworzył świat kultury anglosaskiej na tamte rejony muzycznego świata.

Zwykły wpis
Os Mutantes

Gdyby Hendrix pochodził z Brazylii (Moja droga do Rio cz. 2/4)

Os Mutantes „Minha Manina”

Parę lat temu zespół Kobiety śpiewał że wszyscy jesteśmy mutantami. Nie wiem czy był to ukryty hołd dla dzisiejszych bohaterów, bo muzycznie to całkiem inna bajka i tekstowo odmiennie. Faktem natomiast jest, że zespół Os Mutantes (po polsku po prostu Mutanci) posiada bardzo liczną grupę fanów i to chodzi o postacie ze szczytu muzycznej ekstraklasy jak Beck, Davandra Banhart czy David Byrne z Talking Heads.

Sami namiętnie korzystali ze spuścizny amerykańskiej psychodelii spod znaku Hendrixa i Sly & The Family Stone łącząc ją z rdzennie brazylijskimi wpływami samby i bossanovy. Co doskonale ilustruje utwór „Minha Manina” z debiutanckiego albumu.

Ps. Warto zwrócić uwagę na nowatorskie podejście do brzmienia i produkcji zbliżające dużą cześć repertuaru Os Mutantes do zespołu United States of America (patrz „Cloud Song” i „O relogio„)

Zwykły wpis
Caetano Veloso

Na skróty z Anglii Do Brazylii (Moja droga do Rio cz. 1/4)

Caetano Veloso „You Don’t Know Me”

Od piątku za sprawą Igrzysk Olimpijskich wszystkie oczy skierowane na Brazylię, więc i ja postanowiłem umieścić własne spojrzenie na kraj kawy.

Na pierwszy ogień klasyk tropicali i stały bywalec tego bloga (oraz mojego odtwarzacza) – Caetano Veloso. Tym razem jednak nie trzeci self-titled album lecz „Transa”.

„You Don’t Know Me” rozpoczyna się powoli i spokojnie oraz w języku angielskim. Czuć wyraźnie inspirację McCartneyową balladą.  Jednak wraz z rozwojem kompozycji następuje intensyfikacja emocji mająca swoje zwieńczenie w kolejnych refrenach. Wtedy to dochodzi do głosu południowoamerykańskie pochodzenie Caetano, a język ojczysty zaczyna dominować – „Laia ladaia sabadana ave maria!”

Zwykły wpis