Menelik Wossenachew

Zmiany, zmiany, zmiany…

Menelik Wossenachew „Chereka”

Etniczny soul o psychodelicznym posmaku jeszcze nigdy nie był tak zmienny.

Ps. Kawałek znaleziony podczas nadrabiania archiwalnych postów na blogu Placówka Postępu.

Reklamy
Zwykły wpis
Ali Suhail

Pakistańskie zabawy, pomiędzy Illinoise, a Georgią

Ali Suhail „Happy Worried Boy”

Zmyślnie balansujący pomiędzy klasycznym folkowym plumkaniem a’la Sufjan Stevens, a R.E.M.-owym collage rockiem z pierwszych albumów. Doskonale falsetowe wstawki, świetna dynamika utworu składają się na bardziej niż fascynujący obraz. Mimo, że to już czwarty album 26-latka z Karaczi, dopiero na etapie albumu „Journal Entries” trafił w punkt w moje upodobania.

 

Zwykły wpis
No Land

Jak przestałem gonić Zachód

No Land „Aramizda Dinozor”

Kolejny rok przyniósł ze sobą kolejne fascynujące odkrycia muzycznego świata. W poprzednich latach zdecydowaną większość znalezisk stanowiły perełki pochodzące od klasycznych anglosaskich czy z rzadka rodzimych twórców. Incydentalne były wyjścia poza dwa podstawowe języki  – angielski i polski.

W tej materii znaczną odmianę przyniósł rok 2016. Po raz pierwszy do głosu doszły wycieczki po całkowicie obcych dotychczas muzycznych rejonach. Pojawił się pierwszy wykonawca hispanojęzyczny czyli cykl o Mecano, trochę głębiej przyjrzałem się twórcom z Brazylii, poznałem wspaniały zespół z Japonii – Gesu No Kiwami Otome czy wreszcie wakacyjny wyjazd na Bałkany był znakomitą okazją do poszperania w tamtejszych annałach, czego wyraz dałem w cyklu Balkan Trip. Nie będę ukrywać, że to właśnie te odkrycia sprawiły mi w mijających 12 miesiącach największą przyjemność.

Idąc tym tropem ostatnimi czasy z narastającym zaciekawieniem spoglądam na muzykę spoza najpopularniejszych kierunków, a co za tym idzie z bardzo dużym prawdopodobieństwem częściej będą pojawiać się tutaj przedstawiciele „reszty świata”.

Na pierwszy ogień idzie jeden z najpiękniejszych utworów 2016 roku – „Armizada Dinozor”. Ten, nagrany przez turecki zespół No Land, kawałek to doskonały przykład budowania niesamowitych emocji przy pomocy czysto muzycznych środków.

Nie mam pojęcia o czym jest tekst, tłumaczenie na angielski też dużo nie wyjaśnia w tej kwestii. Szczątkowe informacje dostępne w sieci wskazują, że No Land odnosi się do dramatycznej sytuacji społeczno-politycznej w Turcji. Słucha się tego  w taki sposób jakby z bliska uczestniczyło się w niezwykle gorzkiej, nostalgicznej historii.Wyraźnie czuć ten podskórny niepokój i egzystencjalny smutek, zwłaszcza w finałowym akcie, gdzie wokalny wybuch emocji zostawia nas w poczuciu całkowitej bezradności wobec wydarzeń w Azji Mniejszej (o Syrii i Afryce nie wspominając). Jak to pisał turecki dziennikarz muzyczny w rozmowie z Mariuszem Herma w dzień sylwestrowego zamachu w Stambule „Żeby nie zwariować piszę o muzyce”. Ciężko o trafniejsze stwierdzenie w tej sytuacji.

W momencie gdy świat dramatycznie szybko kurczy się na naszych oczach, dobrze że pojawiają się tacy twórcy jak No Land, którzy chociaż na chwilę odwracają nasz wzrok w kierunku prawdziwych problemów tego świata. I przypominają w jak komfortowych okolicznościach przyrody przyszło nam żyć.

Zwykły wpis