Tim Maia

Wodecki a sprawa brazylijska

Tim Maia „Gostava Tanto de Você

Jedna z największych (nie tylko ciałem) postaci brazylijskiej muzyki. Jego główną zasługą dla światowej brazylijskiej i światowej muzyki jest wprowadzenie amerykańskiego soulu z najwyższej półki w świat samby. Marvin Gaye grałby taką muzykę gdyby urodził się w Rio.

Ps. Fascynującą rzeczą jest podobieństwo wstępu „Gostava Tanto de Você” do pierwszych dźwięków „Rzuć to wszystko co złe” Zbigniewa Wodeckiego. Ciężko mi uwierzyć, że to przypadek.

Ps2. Tim Maia jest wujkiem Eda Motty, ciekawej postaci współczesnej sceny Rio de Janeiro. Może kiedyś pojawi się na tych łamach?

Reklamy
Zwykły wpis
Zbigniew Wodecki

3+1, czyli zagubiona perła polskiej psychodelii

Zbigniew Wodecki „Panny mego dziadka” / „Posłuchaj mnie spokojnie” / „Rzuć to wszystko co złe” / „Pół na pół”

Na całe szczęście rehabilitacja po latach wspaniałej twórczości Zbigniewa Wodeckiego dokonała się za jego życia. Mnie pozostaje tylko wymienić te kawałki, które najczęściej goszczą na moich playlistach.

„Panny mego dziadka” – Rod Argent z The Zombies przyjechał do polski nagrać coś bardziej psychodelicznego od „Buther’s Tale”? Nawet na „Odessey and Oracle” byłby to czołowy kawałek.

„Rzuć to wszystko co złe” – flagowy kawałek wielkiego powrotu na scenę alternatywną. Tak dobry, że nawet w Trójce nie mogli go pominąć. Niezwykle blisko jest tutaj do brazylijskiego soulu o czym wspomnę w kolejnym wpisie.

„Posłuchaj Mnie Spokojnie” – „Raindrops keep falling on my head…”, a nie to jednak nie Burt Bucharach, ale poziom zbliżony.

„Pół na pół” – „…życie moje półwytrawne” – Mój ulubiony utwór Wodeckiego spoza debiutu. Bezpretensjonalny jazz-pop w PRL-u kontynuuje znakomitą passę po płytach Ewy Bem i Krystyny Prońko.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zwykły wpis
Takh

Arabowie mają talent

Takh „DaWalaDa” / „Call Me Zico” / „Abu Galambo El Bahr” /  „Leah Ya Bakinam” / „EX”

Egipskie trio z doskonale czuje się w klimacie radosnego funk-popu mieszającego angielskie wstawki w arabskie teksty. Mają na swoim koncie dopiero parę utworów (na razie odkryłem 7 sztuk) i wszystkie zasysają bez pudła. Ciężko mi ze 100% pewnością to stwierdzić, ale domyślam się, że Takh jest zespołem który obecnie zyskuje dużą popularność w swoim rodzinnym kraju. Jeszcze w 2012 roku wokalistka brała udział w programie „Arabs Got Talent„, a w tym roku już zespół Takh dał popis w arabskiej wersji „Saturday Night Live” z utworem „Abu Galambo El Bahr”. Nie ominął ich również epizod w telewizji śniadaniowej (gdzie fascynujące są wersje utworów na gitarę i wokal).

Ps. Na marginesie warto zwrócić uwagę na zaskakującą tamtejszej formatów tamtejszej telewizji z tymi spotykanymi na Zachodzie.

Zwykły wpis
Bombino

Książę pustyni

Bombino „Akhar Zaman” / „Iyat Ninhay / Jaguar”

Tichumaren, często określany mianem bluesa pustyni, to gatunek muzyczny mający swoje korzenie w post-kolonialnej rzeczywistości krajów północnej Afryki. Osobliwy miks niezwykle bogatej, tradycji muzycznej Tuaregów z anglosaskim rockiem. Najczęściej kojarzony jest on z malijską grupą Tinariwen, która nawet w 2012 roku otrzymała nagrodę Grammy w kategorii best world music za album „Tassili”.

Wschodzącą gwiazdą tego rodzaju muzyki jest Nigerczyk (nie mylić z Nigeryjczykiem) Omara Moctar zwany Bombino. Ten znakomity gitarzysta, stylem gry naśladujący Hendrixa i Knopflera, a stylem ubioru Prince’a, wykreował swoistą nowocześnie brzmiącą twórczość. Niezwykłe bogactwo orientalnych motywów zderza się tutaj z surową bluesowo-reggaeową energią.

Ps. Warto poszukać nagrań ze słynnego koncertu w Agadez z 2010 roku, żeby zobaczyć jak wspaniale ta muzyka wpasowuje się w naturalny krajobraz, z którego pochodzi.

Zwykły wpis
Elis Regina

Pijak i akrobata

Elis Regina „O Bêbado e a Equilibrista”

Zaczyna się jak klasyk muzyki francuskiej zagubiony gdzieś pośród kawiarnianego zgiełku gdzieś  Montemarte. Jednak po paru sekundach klimat się zmienia – wchodzi JEJ nieskazitelny głos pływający gdzieś nad pulsującym brazylijskim rytmem. ONA to Elis Regina wybitna brazylijska wokalistka. Kojarzona jest głównie z bossa novą – gatunkiem powstałym w latach 50-tych XX wieku w wyniku połączania rytmu tradycyjnej samby oraz jazzowego swingującego feelingu.

Utwór ten został skomponowany i nagrany pierwotnie przez Joao Bosco w 1979 roku jednak dopiero siła, charyzma i charakterystyczny tembr głosu Reginy nadały tej kompozycji odpowiedniej mocy stając się jej przepustką do panteonu klasyki muzyki brazylijskiej. Jednocześnie umożliwiły Reginie wskoczenie na jedno z czołowych miejsc mojej osobistej listy ulubionych wokalistek.

Zwykły wpis
Ana Kostovska

Daleki Wschód, daleka Europa

Ana Kostovska „Anushka”

Już jakiś czas temu wspominałem o tej pani – wokalistce synthpopowego projektu Bastion, a obecnie aktorce. Po zakończeniu współpracy z Kiryłem Džajkovskim rozpoczęła niezwykle udaną (jak na warunki jugosłowiańskie warunki) karierę solową. Jej największy przebój czyli „Anushka”, brzmi w pewnym stopniu jak intymna wersja „Babooshki” jej dużo sławniejszej koleżanki po fachu. Ma jednak w sobie zaskakujące dalekowschodnie inspiracje skontrastowane z autentycznym słowiańskim brzmieniem refrenu.

Piosenka brała udział w Jugowizji, czyli Jugosławiańskich eliminacjach do Eurowizji, które przeprowadzane były do 1992 roku. Jednak przegrała ostatecznie z utworem „Ja sam za ples” zespołu Novi Fosili.

Zwykły wpis
Gravitysays I

Jeśli nie Hans Zimmer, to kto? 

Gravitysays_I „More Than a Matter of Instinct”

Stało się.  Premiera „Blade Runnera 2049” za nami. Mimo starań balonik oczekiwań rozrósł się do niebotycznych rozmiarów, w końcu mówimy o kontynuacji obrazu, który ładuje na szczycie osobistej listy wszech czasów. Wszystko poniżej arcydzieła musiało stanowić porażkę.

I niestety dużo rzeczy nie zagrało. Niewłaściwe wątki zostały wyciągnięte na pierwszy plan, schematyczne szwarccharaktery i blockbusterowa skala przysłaniająca ważkie egzystencjalne pytania zadawane w trakcie seansu. Jednak to muzyka była najistotniejszym mankamentem tego filmu. Tam gdzie Vangelis pogłębiał emocjonalny efekt w spotkaniu z samotnością i skończonością ludzkiej egzystencji, tam Hans Zimmer odarł soundtrack z subtelności i intymnej noir’owej otoczki, podkręcając co rusz gałkę z głośnością.

I podczas powyższych rozważań playlista w odtwarzaczu wylosowała mi utwór „More Than a Matter of Instinct” greckiego zespołu Gravitysays_I. Od razu w głowie pojawiła się myśl o tym jak doskonale wpasowałby się ten kawałek w ścieżkę dźwiękową do „Blade Runnera 2049”. Bardzo wyraźnie słychać tutaj inspirację ich wielkim rodakiem – Vangelisem. Swoją cegiełkę dołożyli tutaj oczywiście również Pink Floydzi (czuć ślady tła z „Echoes” i gitar z „Dogs”), Dead Can Dance (zwłaszcza wokalnie zbliża się tu Brendan Perry) jak i grecki folk (choć to równie dobrze mógłby być trop vangelisowy). Przy takiej oprawie muzycznej znacznie bardziej mógłbym się wczuć w losy K.

Zwykły wpis