Krees

Polacy nie gęsi, swój sophisti-pop mają

Krees „Wszystko Umiesz”

Wspaniały klawiszowy motyw i funkujący bas w utworze perfekcyjnie skrojonym pod ostatnie promienie sierpniowego słońca.

Zespół enigma-wydobyty z odmętów muzycznych archiwów i to znowu ten Słupsk.

Reklamy
Zwykły wpis
Jorge Ben

Jak firma Nike zmieniała świat

Jorge Ben „Mas Que Nada”

I znowu jesteśmy w Rio. Rok 1960. Jorge Ben, młody fan Joao Gilberto (klasyka samby i bossanovy, o tym panu kiedy indziej), dostaje od matki w prezencie gitarę i rozpoczyna swoją przygodę w koncertowaniu na przyjęciach i w nocnych klubach. Po paru latach może się pochwalić lokalną sławą i pierwszymi pochwałami ze strony kolegów po fachu w tym również rozpoczynającego swoją karierę Toma Maia. W końcu w roku 1963 zostaje zauważony przez przedstawiciela wytwórni płytowej podczas wykonywania własnej kompozycji „Mas Que Nada”. Tydzień później miał już nagrany pierwszy singiel.

I pomimo późniejszej wieloletniej kariery, paru klasycznych albumów, dziesiątków hitów to właśnie z tym utworem powszechnie kojarzony jest ten artysta. Duża w tym zasługa coveru Sergio Mendesa z 1966 roku oraz jego ponownego nagrania razem z zespołem Black Eyed Peas w 2006 roku. Ta ostatnia wersja została wykorzystana przez firmę Nike w reklamach związanych z Mundialem w Niemczech. Dzięki temu cały świat kojarzy ten rytm i tą melodię, mimo że nie zna jej pochodzenia.

Teraz czekam, aż w reklamie zostaną wykorzystane i zyskają międzynarodową sławę takie utwory jak „Todo Prazer” Lo Borgesa, „DaWalaDa” Takh, czy „Daleki świat” naszego rodzimego Wraku. Wtedy będzie można powiedzieć, że żyjemy w najlepszym z możliwych światów.

A wracając do „Mas Que Nada” ja i tak zawsze najbardziej czekam na te cudowne falsety Jorge Bena na zakończenie, których nie uświadczymy w żadnej innej wersji.

Zwykły wpis
Laura Nyro

Nowojorska matka artystów

Laura Nyro „Eli’s Coming” / „Stoned Soul Picnic” / „Poverty Train” / „Luckie”

Murowana kandydatka do czołówki listy najbardziej niedocenionych twórców w historii. Same nazwiska naśladowców mogą przyprawić o zawroty głowy – Joni Mitchell, Kate Bush, Steely Dan, Barbara Streisand, Elton John, Orpheus, Todd Rundgren, Carole King, 5th Dimension…

Specjalności zakładu:
1. Płynne prześlizgiwanie się po poważce, jazzie, piano-rocku, bluesie z klasycznym biało-soulowym wokalem, czasem nawet do funku zajrzała.
2. Dziesiątki zmian tempa w obrębie jednej kompozycji.
3. Ekstremalna wrażliwość i piekielnie inteligentny romantyzm tekstów.
4. Znakomita grupa współpracujących instrumentalistów z tzw. nowojorskiego Brill Building.

Highlight –  „Eli’s Coming” – Laura w tym utworze nie bierze jeńców – zaczyna w balladowym stylu, który można 15 lat później podpatrzeć u Kate Bush, ale później wybucha instrumentalna petarda i zaczynamy jazdę bez trzymanki.

Zwykły wpis
Shiina Ringo

Festiwal japońskich fetyszy

Shiina Ringo „Kyogen-shou” („I Am a Liar”) / „Yokushitsu” („Bathroom”) / „Honnou” („Instinct”)

Tutaj wszystko jest robione inaczej. W Europie mainstreamowy rock początku XXI wieku sięgał do albo zostawał w ogranych patentach z poprzednich dziesięcioleci (nuda!) albo szedł w stronę nietrafionych miksów stylistycznych jak nu-metal (koszmar!).

Tutaj wszystko idzie w inną stronę. Status supergwiazdy miała (i ma w dalszym ciągu) Shiina Ringo z repertuarem czerpiącym pełnymi garściami z alternatywnej tradycji cięższego grania. Największa zaleta? Umiejętność mieszania niesamowitej ilości gatunków na minuty kompozycji.

Z całego jej bogatego repertuaru (oprócz solowych wydawnictw była również wokalistka zespoły Tokyo Akcident) wybrałem trzy kawałki z albumu „Shoso Strip”:

1. „Kyogen-shou” – wspaniałe intro, monumentalny refren doskonale pokazujący możliwości wokalne Ringo, alt-free jazzowa gitarowa solówka

2. „Yokushitsu” – wydaje się rozpoczyna się chamskim techno-bitem, jednak już za chwilę wchodzi cudowny bas, który będzie przewijał się przez cały utwór. Klasyczny przetworzony wokal w zwrotce przechodzi w dream-popowe cudo w refrenie, a na przestrzeni całej kompozycji roi się od klawiszowych mikromotywów, perkusyjnych przeszkadzajek i fragmentów przesterowanej gitary.

3. „Honnou” – Najwiekszy hit wokalistki – swingujący w rytmie, rockowy w charakterze kawałek z sugestywnym teledyskiem, z Shiiną Ringo w stroju przebijającą szklaną szybę.

Tak w ogóle warto zrobić sobie przegląd jej teledysków. Składają się one na ciekawą mozaikę najpopularniejszych japońskich seksualnych fetyszy – oprócz pielęgniarki możemy tu spotkać m in. Shiinę Ringo w stroju uczennicy, Shiinę Ringo z kataną, Shiinę Ringo w kimonie, Shinnę Ringo tańczącą w deszczu i wiele innych

Zwykły wpis
The Atlantics

Gdyby Ennio Morricone potrafił serfować

The Atlantics „Bombora”

Surf rock istniał przed Beach Boysami. Gdzieś przy plaży na drugim końcu świata nagrywali The Atlantics.  Bez tego pędu za perfekcyjnymi harmoniami, za to ze zdublowana gitarą i szaleńczą westernowa rytmika.

Produkcyjna przestrzeń i styl aranżacji wręcz atakuje porównaniami ze spaghetti westernami Sergio Leone.  I nie mamy tu do czynienia z prostą kopią z soundtracków Ennio Morricone – „Za garść dolarów” zostało nakręcone w 1964 roku – rok po wydaniu „Bombora”.

ps. Czekam aż do swojego kolejnego filmu Quentin Tarantino użyje tego kawałka jako motywu przewodniego, tak jak to zrobił z „Misirlou” propagując go we wstępie do „Pulp Fiction”.

Zwykły wpis