Tim Buckley

Najlepsze folkowe kawałki Milesa Davisa (Pierwsza jedenastka męskiego wokalu cz. 9/11)

Tim Buckley „Strange Feelin’ ” / „Lorca” / „Down by the Borderline”

Każdy utwór Tima Buckleya z pięciu najlepszych albumów (patrz na lata 1967-1970) to unikatowa, niepowtarzalna opowieść, rozpisana na GŁOS i tą resztę, którą akurat miał ochotę użyć do uzupełnienia całości. Wokalny talent dał mu doskonałą umiejętność  panowania nad nieokiełznaną ekspresją twórczej energii. I wykorzystywał go do granic możliwości. Melodyczna ekwilibrystyka zbliża nas tutaj dużo bliżej wypadkowej cool jazzu i atonalnej awangardy niż klasycznego folkowego grania.

Trzy zalinkowane utwory (wraz z prezentowanymi już tutaj  „Song to Siren” i „Pleasant Street„) to najbardziej reprezentatywne okazy możliwości wokalnych tego artysty. Gęsty, apokaliptyczny slow-jazz-rock („Lorca”), „Kind of Blue” psychodelicznego folku („Strange Feelin’ „) i rytmiczny (trąbka!) jazz-rockowy potwór („Down by the Borderline”) dobrze oddają skalę jego talentu.

tim buckley.jpg

Reklamy
Zwykły wpis
Stevie Wonder

O szukaniu następców (Pierwsza jedenastka męskiego wokalu cz. 8/ 11)

Stevie Wonder „Knocks Me off My Feet”

Stevie Wonder – klasyczny przypadek człowieka-orkiestry (wiem, że wyświechtany frazes, ale pasuje tu wyjątkowo dobrze) – gra, śpiewa, komponuje. Dlatego niezwykle trudno jest mi rozdzielić umiejętności Wondera kompozytora i instrumentalisty od Wondera wokalisty. Unikalne miękkie brzmienia ówczesnych syntezatorowych nowinek idealnie zestrojone w czytelnej produkcji z przyjemnym, choć niezwykle potężnym tembrem głosu dało podwaliny pod połowę współczesnego popu i R&B.

Mimo, że ostatnią wielką płytę wydał w 1976 roku to mam wrażenie, że co roku wychodzą nowe „wonderowe” imitacje, nawet jeśli to tylko echa, skojarzenia czy zwykłe kalki w wykonaniu mniej lub bardziej utalentowanych epigonów jak Frank Ocean, D’Angelo, Timberlake, Daft Punk, Jamiroquai, Mark Ronson …

 

stevie wonder.jpg

 

 

Zwykły wpis