Hiatus Kaiyote

Gdy soul spotyka awangardę

Hiatus Kaiyote „By Fire” / „Nakamarra”

Poznałem ten zespół już jakiś czas temu, a jeszcze nie zebrałem szczęki z podłogi. To co wyprawia ta czwórka z Australii przyprawia o zawrót głowy. Hiper-nowoczesny soul z mocno synkopowaną strukturą rytmiczną i niesamowitą zabawą akordami. Chodź oni sami wolą się określać jako „Multi-Dimensional, Polyrhythmic Gangster Shit„.

Wchodząc w highlighty to największe wrażenie robi jednoczesne zejście wokalu i basu w „The Fire” (jak ten w 2:17) oraz popis klawiszowca na przestrzeni całego „Nakamarra”. Gdy takie zespoły jak Knower i Hiatus Kaiyote wydają nowy materiał jestem spokojny o przyszłość muzyki.

Reklamy
Zwykły wpis
Antonio Carlos Jobim, Elis Regina

O powstawaniu gatunku

Tom Jobim i Elis Regina „Águas de Março”

O tym, że Elis Regina jest wybitną wokalistką już wiemy z wpisu sprzed paru miesięcy. Jednak gdy mówimy o bossanovie musi pojawić się inne nazwisko – Antonio Carlos Jobim. Najważniejsza postać nurtu, autor dziesiątek klasyków na światową skalę, w tym soundtracku do filmu „Czarny Orfeusz”, utworów takich jak „Girl from Ipamena” czy właśnie „Águas de Março”. To on wymyślił i spopularyzował połączenie dwóch niezwykle pojemnych twórczo gatunków – brazylijskiej samby i cool jazzu.

Jednak nie należy kojarzyć go z atmosferą lounge barów dla dogorywających pijaczków o piątej nad ranem, które nie wiadomo dlaczego wyjątkowo upodobały sobie ten gatunki. Tutaj, mimo łagodnego, miękkiego brzmienia cały czas coś się dzieje, zmienia, żyje – patrz wybitny album „Wave”. Trzydzieści parę minut muzycznego konkretu – melodie, rytmy, orkiestracje.

Najczęściej wracam jednak do „Águas de Março” (może przez słabość do Elis Reginy). W którym urzeka niezwykła muzyczna chemia pomiędzy duetem, luz i epokowość, liryzm (tekst!) i popowa nośność. Nie dziwię się, że kawałek został wybrany najlepszą brazylijska piosenka wszech czasów (przy takiej konkurencji!)

Zwykły wpis
Animal Collective, Avey Tare, Panda Bear

Zaproszenie do zabawy

Animal Collective (Avey Tare and Panda Bear) „April and Phantom” / „Chocolate Girl”

Debiut dwóch takich co później założyli Animal Collective jest jak mgliste wspomnienie z wczesnego dzieciństwa. To w którym jesteś z wizytą u bogatego kolegi, który ma do dyspozycji nieograniczone ilości zabawek i piaskownice, którą nie trzeba się z nikim innym dzielić. Jak beztroska, niekończąca się zabawa w odkrywanie świata na nowo.

Słychać tutaj duchowe podobieństwo z głównym dziełem Boards of Canada, wykonane jednak zupełnie innymi środkami. Przetworzony folk spotyka zarówno drum&base’ową perkusje, jak i noisowe wstawki czy psychodeliczne drony. Wrzaski i pomrukiwanie. Fantazja twórcza bez granic.

Zwykły wpis