Eivor Palsdóttir

Nordyckie pochodzenie, słowiańska dusza (Przystanek Islandia cz. 6)

Eivør Pálsdóttir „Við gengum tvö”

Obecność Eivør Pálsdóttir w cyklu o muzyce islandzkiej, pomimo jej pochodzenia Wysp Owczych, można wytłumaczyć na kilka sposobów. Po pierwsze, w wieku 18 lat po wcześniejszych doświadczeniach z muzyką rockową i folkową, wyjechała do Reykjaviku by w tamtejszej szkole muzycznej uczyć się muzyki klasycznej i jazzu. Tam też została wokalistką jazzowego zespołu Yggdrasil. Tam tez wydała swoje pierwsze solowe albumy, Po drugie była wielokrotnie nominowana do nagród islandzkiego przemysłu muzycznego. Po trzecie i najważniejsze nagrywała w swojej karierze utwory w języku islandzkim (obok farerskiego i angielskiego).

Dzisiaj proponuję utwór z jej trzeciego albumu zatytułowanego po prostu „Eivør”. Znalazły się tam aż cztery utwory zaśpiewane w języku krainy lodu i ognia. Wszystkie z nich stanowią najjasniejsze punkty tego krążka, ale najbardziej przypadł mi do gustu „Við gengum tvö”.

Przy jego pierwszym odsłuchu byłem pewny, że jest to jakiś zagubiony fragment rosyjskiej ballady, jednak brzmienie tekstu wskazywało na inne strony świata. Jakież było moje zdziwienie gdy odkryłem faktyczne pochodzenie nagrania.

Niespieszna, skromna opowieść zaśpiewana wspaniałym głosem prezentuje najbardziej liryczną stronę Islandii. Choć pewnie brzmiałaby równie dobrze w każdym języku swiata – od Brazylii przez Afrykę po Japonię.

Warto przesłuchać również utwory „Mín móðir”, „Ég veit þú kemur”, „Trøllabundin” – świetne, folkowe granie.

Zwykły wpis
Animal Collective, Avey Tare, Panda Bear

Zaproszenie do zabawy

Animal Collective (Avey Tare and Panda Bear) „April and Phantom” / „Chocolate Girl”

Debiut dwóch takich co później założyli Animal Collective jest jak mgliste wspomnienie z wczesnego dzieciństwa. To w którym jesteś z wizytą u bogatego kolegi, który ma do dyspozycji nieograniczone ilości zabawek i piaskownice, którą nie trzeba się z nikim innym dzielić. Jak beztroska, niekończąca się zabawa w odkrywanie świata na nowo.

Słychać tutaj duchowe podobieństwo z głównym dziełem Boards of Canada, wykonane jednak zupełnie innymi środkami. Przetworzony folk spotyka zarówno drum&base’ową perkusje, jak i noisowe wstawki czy psychodeliczne drony. Wrzaski i pomrukiwanie. Fantazja twórcza bez granic.

Zwykły wpis
Shiina Ringo

Festiwal japońskich fetyszy

Shiina Ringo „Kyogen-shou” („I Am a Liar”) / „Yokushitsu” („Bathroom”) / „Honnou” („Instinct”)

Tutaj wszystko jest robione inaczej. W Europie mainstreamowy rock początku XXI wieku sięgał do albo zostawał w ogranych patentach z poprzednich dziesięcioleci (nuda!) albo szedł w stronę nietrafionych miksów stylistycznych jak nu-metal (koszmar!).

Tutaj wszystko idzie w inną stronę. Status supergwiazdy miała (i ma w dalszym ciągu) Shiina Ringo z repertuarem czerpiącym pełnymi garściami z alternatywnej tradycji cięższego grania. Największa zaleta? Umiejętność mieszania niesamowitej ilości gatunków na minuty kompozycji.

Z całego jej bogatego repertuaru (oprócz solowych wydawnictw była również wokalistka zespoły Tokyo Akcident) wybrałem trzy kawałki z albumu „Shoso Strip”:

1. „Kyogen-shou” – wspaniałe intro, monumentalny refren doskonale pokazujący możliwości wokalne Ringo, alt-free jazzowa gitarowa solówka

2. „Yokushitsu” – wydaje się rozpoczyna się chamskim techno-bitem, jednak już za chwilę wchodzi cudowny bas, który będzie przewijał się przez cały utwór. Klasyczny przetworzony wokal w zwrotce przechodzi w dream-popowe cudo w refrenie, a na przestrzeni całej kompozycji roi się od klawiszowych mikromotywów, perkusyjnych przeszkadzajek i fragmentów przesterowanej gitary.

3. „Honnou” – Najwiekszy hit wokalistki – swingujący w rytmie, rockowy w charakterze kawałek z sugestywnym teledyskiem, z Shiiną Ringo w stroju przebijającą szklaną szybę.

Tak w ogóle warto zrobić sobie przegląd jej teledysków. Składają się one na ciekawą mozaikę najpopularniejszych japońskich seksualnych fetyszy – oprócz pielęgniarki możemy tu spotkać m in. Shiinę Ringo w stroju uczennicy, Shiinę Ringo z kataną, Shiinę Ringo w kimonie, Shinnę Ringo tańczącą w deszczu i wiele innych

Zwykły wpis
Junior Senior

Lego Muzyka

Junior Senior „Move Your Feet”

Długi urlop, zarówno ten blogowy jak i faktyczny, zakończony.  Trzeba brać się do pracy.  W kolejce do publikacji czeka już parędziesiąt nowych (i starych) kawałków między innymi arabski funk, brazylijski Wodecki, największy sukces polskiej gwiazdy na amerykańskim rynku muzycznym, minimalistyczne nowości i klasyczni wokaliści. Słowem – jak zawsze – we wszystkich kolorach muzyki.

Dzisiaj o popie. Z gatunku takich popów,  które z miejsca przechodzą z zakładki „nowość” do kategorii „klasyka”. Takich, dla których przystępność i melodyjność są cechami archetypicznymi. Hedonistyczny, słoneczny, radosny. Nieskazitelny.

Drugi największy wkład Danii w powszechne szczęście na świecie.

PS.  3 lata bloga za nami:)

Zwykły wpis
Britney Spears

Britney na kacu (Nie samą niszą żyje człowiek cz. 2)

Britney Spears „Toxic” / „Blur”

Wybitność „Toxic” to już w tym momencie rzecz rzadko podważana – kawałek który pogodził mainstream ze niezalem, a smyczkowy hook to czołówka dekady. Ale mało kto kojarzy Britney z psychodeliczną odmianą popu, z którą mamy do czynienia w „Blur”. Bardzo ciekawe nomen omen rozmyte brzmienie z delikatnymi elektronicznymi pasażami w tle. Po „Hoy No Me Puedo Levantar” mój drugi ulubiony utwór o kacu.

Zwykły wpis
Radiohead

Darmowa wycieczka do Niemiec (Mało popularne piosenki znanych wykonawców cz.11)

Radiohead „These Are My Twisted Words”

Bezpośrednie przełożenie krautrockowej wizji muzyki (wraz z jej matematyczną transowością i zabawą głębią przestrzeni dźwiękowej) na klasyczną radioheadową, depresyjną kołysankę robi piorunujące wrażenie. Główny kandydat w kategorii – „Najlepsza piosenka w horrorze psychologicznym”.

Ps. Kawałek został udostępniony za darmo w internecie w 2009 roku. Nie został nigdy wydany na żadnym fizycznym krążku.

Zwykły wpis