Sóley

Szczypta magii (Przystanek Islandia cz. 7)

Sóley „Úa”

Wokalistka i songwriterka kojarzona głównie z fortepianowymi, minimalistycznymi pieśniami w rodzaju „I’ll Drown” na ostatniej płycie nieco mnie zaskoczyła. Zamiast brodzenia w minorowych nastrojach zaproponowała zmianę klimatu. Wchodzimy tutaj głęboko na terytorium Joanny Newsom (które są zdecydowanie za rzadko eksplorowane), z charakterystyczną dla niej niepokojącą, baśniową atmosferą. Choć jak najbardziej na miejscu byłoby tutaj porównanie do klawiszowych pasaży Kate Bush z  początku „Fullhouse”, a to już najwyższe odniesienie w dziedzinie muzyki popularnej.

Reklamy
Zwykły wpis
Linda Perhacs

Sugar Woman

Linda Perhacs „Paper Mountain Man”

Historia pomocy dentystycznej, obdarzonej zjawiskowym wokalem, komponującej po godzinach swojej pracy dziwaczny, psychodeliczny folk. Wygląda jak opowieść o Kopciuszku, ale naszą bohaterkę zamiast sławy spotkało zapomnienie. Jest rok 1970 i solowy album Lindy Perhacs z powodu błędów wydawniczych przepada w archiwach fonograficznych.

Dopiero 30 później mały label The Wild Places wyszukuje krążek z niebytu. Następnie 2 lata trwają poszukiwania artystki, które zakończone zostały powodzeniem dopiero w 2000 roku. Linda (zszokowana zainteresowaniem po tylu latach) godzi się na wydanie reedycji, które sprowadzają ją na pozycję muzy rozwijającego się nurtu freak folku.

Samo „Parallelograms” to niezwykle swoiste połączenie folkowej wrażliwości i psychodelicznej ciągoty do eksperymentów brzmieniowych, które do dzisiaj pozostają świeże i odkrywcze.

Zwykły wpis
Joanna Newsom

Kalifornia, Nowy Jork

Joanna Newsom „Sapokanikan”

Zostajemy przy roku 2015, ale przenosimy się z Compton do oddalonego  o 25 mil na północ do Berverly Hills, gdzie Joanna Newsom okupuje stanowisko najważniejszej współczesnej spadkobierczyni Kate Bush i Joni Mitchell.
Zabiera nas tym razem tanecznym krokiem na spacer ulicami Manhattanu. Za kamerą stoi, tu niespodzianka, Paul Thomas Anderson, z którym Joanna współpracowała przy ścieżce do filmu „Inherent Vice” (którego niestety jeszcze nie oglądałem).
I tak krążymy przez parę minut wsłuchując się w tą wspaniałą melodię, aż w okolicach 3:15 zaczyna się kulminacja w postaci dublowanego głosu. A że ciężko mi wytrzymać piękno jednej jej linii wokalnej, to co dopiero dwóch naraz. Nadmiar szczęścia.

Zwykły wpis
Tim Buckley

Krótki test na wybitnego wokalistę

13. „Song To Siren” Tim Buckley / This Mortal Coil (Cocteau Twins)

Najpierw był oryginał – nieśpieszna, wzruszająca ballada dająca wokaliście do zaprezentowania pełni swoich umiejętności. Ale Tim Buckley to głos absolutnie wyjątkowy – o czym pisałem już przy okazji „Pleasant Streat”.

Później utwór ten brany był „na warsztat” przez wielu, często bardzo popularnych (i szanowanych) wokalistów. Próbowali swoich sił – Robert Plant (Led Zeppelin), Brendan Perry (Dead Can Dance), Brian Ferry (Roxy Music), John Frusciante (Red Hot Chili Peppers), Sinead O’Connor, Daniel Cavanagh (Anathema) i wielu innych. Ale nikt z tu wymienionych nie podołał zadaniu i nie nawet zbliżył się do poziomu pierwotnej wersji.

Jest jednak jeden wyjątek. Elisabeth Fraser. Robin Guthrie zrobił wszystko by instrumentalne tło było jak najbardziej ascetyczne, by jeszcze uwypuklić występ Elisabeth. A ona pokazała pełnię swoich umiejętności – mój prywatny Mount Everest w temacie kobiecego wokalu („I am puzzled as the newborn child. I am riddled as the tide”).

Zwykły wpis
Grzegorz Ciechowski

Czołówka światowego modern folku

33. „Piejo Kury Piejo” Grzegorz z Ciechowa

Kto mógł coś takiego wymyślić – gitarowa bossanova, bit z eurodisco, sample z ludowej przyśpiewki, flecik, ten pseudomurzyński rap i wszechobecne gdakanie – na papierze koszmar, a tu wszystko jakoś się zgadza i współbrzmi.

Czy to wszystko na poważnie czy dla zgrywy? Znakomity Jana Jakuba Kolskiego teledysk nie odpowiada na to pytanie. To jest światowa sprawa, utwór którym bez kompleksów można się chwalić poza granicami naszego kraju. Odwaga Ciechowskiego w trakcie niecodziennego projektu wprowadzania polskiej muzyki ludowej na rozrywkowe terytoria naprawdę godna podziwu. A że doprowadził tym utworem (i albumem „ojDADAna”) do wściekłości twardogłowych etnografów – to tym lepiej.

Zwykły wpis
Joni Mitchell

Dzień w który zacząłem słuchać kobiecego folku

66. „All I Want” Joni Mitchell

Normalnie mało zajmują mnie folkowe ballady, zwłaszcza w kobiecym wydaniu, ale tutaj mamy Joni Mitchell – największą guru wszelkich maści lirycznych wokalistek, również tych wychodzących daleko poza folkowe i jazzowe klimaty. Nawet takie sławy jak Kate Bush, Bjork czy obie wokalistki Fleetwood Mac się nią jarały.

Jej teksty to już teraz klasyka amerykańskiej poezja, a że jeszcze świetnie komponowała?

Mój ulubiony fragment poniżej:

„I want to talk to you, I want to shampoo you
I want to renew you again and again
Applause, applause – life is our cause
When I think of your kisses
My mind see-saws
Do you see – do you see – do you see
How you hurt me baby
So I hurt you too
Then we both get so blue”

A jak powszechnie wiadomo Joni Mitchell nigdy nie kłamała.

Dlaczego? O tym w następnym odcinku – już jutro.

Zwykły wpis
Joanna Newsom

Ambitny rozmach najskromniejszego z gatunków

67. „Emily” / „Cosmia” Joanna Newsom

Joanna Newsom wskazuje jaki potencjał ma folk we współczesnej muzyce. Niby gatunek „znany od zawsze”, z ustalonym kanonem parunastu wielkich mistrzów (i mistrzyń), a w 2006 roku skromna harfistka z Nevady wychodzi z materiałem, który przytłacza oryginalnością i rozmachem. Jak dla mnie album „Ys”, z którego pochodzą dzisiejsze utwory, to ścisły top poprzedniej dekady.

ps. wyobraźnia nieśmiało próbuje mi unaocznić jak fascynujący byłby efekt wykorzystania muzyki Joanny Newsom, z jej bajkowo-dziecięcym głosem w animacjach od Tomma Moore’a („Sekret księgi z Kells” i „Sekrety Morza”).

Zwykły wpis