Sóley

Szczypta magii (Przystanek Islandia cz. 7)

Sóley „Úa”

Wokalistka i songwriterka kojarzona głównie z fortepianowymi, minimalistycznymi pieśniami w rodzaju „I’ll Drown” na ostatniej płycie nieco mnie zaskoczyła. Zamiast brodzenia w minorowych nastrojach zaproponowała zmianę klimatu. Wchodzimy tutaj głęboko na terytorium Joanny Newsom (które są zdecydowanie za rzadko eksplorowane), z charakterystyczną dla niej niepokojącą, baśniową atmosferą. Choć jak najbardziej na miejscu byłoby tutaj porównanie do klawiszowych pasaży Kate Bush z  początku „Fullhouse”, a to już najwyższe odniesienie w dziedzinie muzyki popularnej.

Reklamy
Zwykły wpis
Genesis, Peter Gabriel

A jego imię to wszechstronność (Pierwsza jedenastka męskiego wokalu cz. 7/ 11)

Genesis „Musical Box”/ „Get ‚Em Out by Friday” / „Dancing With the Moonlight Knight” / „Back in NYC”
Peter Gabriel The Family and the Fishing Net” / „I Don’t Remember” / „Sledgehammer” / „Don’t Give Up”

Nieustannie zdumiewa mnie łatwość z jaką Peter Gabriel porusza się po różnorodnych meandrach wokalnego świata. Poniżej subiektywny przegląd jego osiągnięć:

1. Zaczynał od muzycznych ekspresyjnych opowieści z pogranicza baśni, mitologii i makabry („Musical Box”, „Fountain of Salmancis”).

2. Doskonale odnalazł się w teatralizowanych społecznie zaangażowanych numerach („Harold The Barrel”,  „Get ’em out by Friday”).

3. Przewidział wybuch punkowej rewolucji odgrywając postać Raela na albumie „The Lamb Lies Down On Broadway”.

4. Opowiadał epickie historie „Dancing With the Moonlight Knight”, „The Battle of Epping Forest”

5. Dołożył swoją cegiełkę do historii (tej dobrej części) progrockowych suit („Supper’s Ready”)

6. Po odejściu z Genesis odnalazł się w rozedrganej nowofalowej stylistyce („The Family and the Fishing Net” , „No Self Control”, „I Don’t Remember” czy cokolwiek z albumów „Peter Gabriel: 2”, „Peter Gabriel: 3”)

7. Z powodzeniem dokładał do anglosaskiej estetyki etniczne elementy („Biko”, „Rhythm of the Heat„)

8. Flirtował (z sukcesami) z ambitnym ejtisowym popem („Sledgehammer”)

9. Flirtował z Kate Bush w „Don’t Give Up”

10. Nie wspominając już o tych przepięknych balladach za czasów Genesis o których już kiedyś pisałem.

peter gabriel.jpg

Zwykły wpis
Shugu Tokumaru

W tym szaleństwie jest metoda

Shugu Tokumaru „Lift”

Japoński twórca zmiksował ze sobą kilkanaście styli muzycznych oraz kilkadziesiąt motywów w (niecałych!) trzech minutach kawałka. Kompozycja pędzi na złamanie karku nie lądując jednak w ślepym zaułku nawet na moment. Perfekcyjny kolaż zbliżający się chwilami do szczytowych momentów barokowego popu z sufjanowego „Illinoise”

Zwykły wpis
Maria Usbeck

Debiuty i powroty (Muzyka krajów okołorównikowych cz.2)

Maria Usbeck „Moai Y Yo” / „Llamame” / „Uno De Tus Ojos”

Zeszłoroczny debiut „Amparo” to niezwykle intymny zestaw utworów w zamierzeniu mający być powrotem do latynoamerykańskich korzeniu wokalistki po jej wieloletniej emigracji w Stanach Zjednoczonych. Całość utkana jest w mglistej poświacie ambientowych pejzaży nieodparcie kojarzących się ze schyłkowym Joy Division (w „Moai Y Yo” cytaty wprost z „Atmosphere”), jednak rdzenne ekwadorskie komponenty nadają tym kompozycjom niezwykłej oryginalności.

Ps. Warto również spojrzeć na wysyp remixów z tego albumu dających bardziej elektroniczny obraz tej twórczości.

Zwykły wpis
Serge Gainsbourg

Skandalista Serge Gainsbourg

Serge Gainsbourg „Melody”

Legenda francuskiej kultury. Archetyp niepokornego celebryty w europejskim, wysmakowanym stylu. Prowokator idealny. Słowem – Serge Gainsbourg.

W swoim sztandarowym dziele zdołał przetworzyć francuską chanson na język symfonicznego rocka. Treść trąci banałem – mężczyzna w Rolls Roysie potrąca młodą kobietę, uwodzi ją, ona ginie w katastrofie lotniczej. Ale muzycznie jest o wiele ciekawiej. Agresywnie brzmiąca gitara otulona w niesamowite orkiestracje i napędzający wszystko bas składają się na obraz jednego z najoryginalniejszych mini-albumów kontynentalnej muzyki.

Zwykły wpis
Tears For Fears

Monumentalny fresk

Tears For Fears „Head Over Heels”

Taki jest ten utwór – zaczyna się grubym pociągnięciem pędzla, tworzy się przestrzeń, dochodzi do tego gitara i perkusja. Motyw klawiszowy z otwarcia brzmi jakby mówił do nas: „Jestem czymś wielkim, monumentalnym”, jednak na tym nie poprzestaje. Bez zmiany klimatu wchodzi zwrotka na pełnym bogactwie mikromotywów, jak te cudowne smyczkowe ornamenty.

Refren z gatunku wściekle radio friendly nie zatrzymuje się przy prostych rozwiązaniach, ale przemyca smaczek za smaczkiem (synth-y, podbieganie pod falset). No i jest ta kulminacja o czterolistnej koniczynie,  „lalala” i zespół w euforii – wiedzą, że stworzyli Dzieło.

Zwykły wpis
Nik Kershaw

O tym jak mały Nik zawojował listy przebojów

Nik Kershaw „Riddle” / „Wouldn’t It Be Good”

Krótka historia. Jakieś rok temu jeden z krytyków muzycznych promował na swoim fanpage’u postać artysty o nazwisku Kershaw zachwalając go jako jedną z zapomnianych perełek lat 80-tych. Tych z rodzaju „znam utwór – nie wiem czyje to”. To myślę sobie sprawdzę, co mam nie sprawdzić.

Na pierwszy ogień „Wouldn’t It Be Good”. Pierwsze dźwięki – znam. Pierwsze wrażenie o głównym temacie z okolic „Krainy Łagodności” jednej z topowych stacji radiowych dla wszystkich i dla nikogo. Tak przemaglowane, że nie zwraca się już uwagi na szczegóły. A to przecież na szczegółach oparty utwór. Z jednej strony krystalicznie ładne brzmienie, a z drugiej niesamowite rzeczy w melodii zwrotki. Tak zwrotki – nie refrenu. Jak na pierwszy świadomy kontakt jest efekt „wow”. Więc drążę dalej.

Krytyk chwali „Riddle” – to włączam. A tu co? Melodia którą znam „od zawsze”, ale w odmiennym wydaniu. Za młodu przez lata krążyła za mną ta melodia w wykonaniu Gigi d’Agostino. Nie to że bym był jego fanem. Bynajmniej. Ale melodii jak najbardziej. Łącząca wszystko co szlachetne w rocku, z przystępnością popu i ciągotami do brzmieniowego dziwactwa. Marszowa, enigmatyczna, epicka.

Cdn.


Zwykły wpis