Sóley

Szczypta magii (Przystanek Islandia cz. 7)

Sóley „Úa”

Wokalistka i songwriterka kojarzona głównie z fortepianowymi, minimalistycznymi pieśniami w rodzaju „I’ll Drown” na ostatniej płycie nieco mnie zaskoczyła. Zamiast brodzenia w minorowych nastrojach zaproponowała zmianę klimatu. Wchodzimy tutaj głęboko na terytorium Joanny Newsom (które są zdecydowanie za rzadko eksplorowane), z charakterystyczną dla niej niepokojącą, baśniową atmosferą. Choć jak najbardziej na miejscu byłoby tutaj porównanie do klawiszowych pasaży Kate Bush z  początku „Fullhouse”, a to już najwyższe odniesienie w dziedzinie muzyki popularnej.

Reklamy
Zwykły wpis
Eivor Palsdóttir

Nordyckie pochodzenie, słowiańska dusza (Przystanek Islandia cz. 6)

Eivør Pálsdóttir „Við gengum tvö”

Obecność Eivør Pálsdóttir w cyklu o muzyce islandzkiej, pomimo jej pochodzenia Wysp Owczych, można wytłumaczyć na kilka sposobów. Po pierwsze, w wieku 18 lat po wcześniejszych doświadczeniach z muzyką rockową i folkową, wyjechała do Reykjaviku by w tamtejszej szkole muzycznej uczyć się muzyki klasycznej i jazzu. Tam też została wokalistką jazzowego zespołu Yggdrasil. Tam tez wydała swoje pierwsze solowe albumy, Po drugie była wielokrotnie nominowana do nagród islandzkiego przemysłu muzycznego. Po trzecie i najważniejsze nagrywała w swojej karierze utwory w języku islandzkim (obok farerskiego i angielskiego).

Dzisiaj proponuję utwór z jej trzeciego albumu zatytułowanego po prostu „Eivør”. Znalazły się tam aż cztery utwory zaśpiewane w języku krainy lodu i ognia. Wszystkie z nich stanowią najjasniejsze punkty tego krążka, ale najbardziej przypadł mi do gustu „Við gengum tvö”.

Przy jego pierwszym odsłuchu byłem pewny, że jest to jakiś zagubiony fragment rosyjskiej ballady, jednak brzmienie tekstu wskazywało na inne strony świata. Jakież było moje zdziwienie gdy odkryłem faktyczne pochodzenie nagrania.

Niespieszna, skromna opowieść zaśpiewana wspaniałym głosem prezentuje najbardziej liryczną stronę Islandii. Choć pewnie brzmiałaby równie dobrze w każdym języku swiata – od Brazylii przez Afrykę po Japonię.

Warto przesłuchać również utwory „Mín móðir”, „Ég veit þú kemur”, „Trøllabundin” – świetne, folkowe granie.

Zwykły wpis
Junius Meyvant

Artysta z archipelagu (Przystanek Islandia cz. 5)

Júníus Meyvant „Neon Experience” / „Beat Silent Need” / „Color Decay”

Prawdziwe imię i nazwisko: Unnar Gísli Sigurmundsson

Miejsce urodzenia: wyspa Heimaey w archipelagu Vestmannaeyjar (9 km na południe od Islandii)

Specjalność: nowoczesny folk ze orkiestrowymi aranżacjami i solowym wokalem.

Hobby: jazda na deskorolce, malarstwo i oprowadzanie fanów (za opłatą) po Heimaey.

Najciekawsze kompozycje:

3. „Color Decay” – mocne pociągnięcia smyczków

2. „Beat Silent Need” – subtelniejsze pociągnięcia smyczków

1. „Neon Expirience” – Curtis Mayfield by się nie powstydził tego cuda. Wspominałem już że Júníus ma dużo wspólnego z wyspą Heimaey? W tym miejscu jest nagrany teledysk do tego kawałka (puffin alert!)

Zwykły wpis
Ravi Shankar

Wstęp do hindustańskiej muzyki

Ravi Shankar – album „Sounds of India”

Zapuszczamy się dzisiaj na zupełnie obcy muzyczny ląd.

Klasyczna muzyka hinduska dzieli się na dwa główne nurty reprezentujące, zupełnie odmienne kręgi kulturowe północnych i południowych Indii. Są to odpowiednio muzyka hindustanska i muzyka karnatacka. Nie będę się tutaj silil na eksperta, w końcu mamy tu do czynienia z wielowiekowa, ciągle żywą tradycją kraju, zamieszkałego przez grubo ponad miliard ludzi. Tak więc mówimy tutaj o kropli w niemierzonym morzu muzyki Indii.

Dzisiaj pierwsze spojrzenie na Północ. Z pomocą w zrozumieniu absolutnych podstaw muzyki hindustanskiej przychodzi nam najsłynniejszy (w Europie i Stanach) muzyk z tego kraju, czyli Ravi Shankar. Na albumie „Sounds of India” zanim autor przechodzi do prezentacji swojej twórczości, prostymi słowami objaśnia najważniejsze pojęcia i strukturę utworu muzycznego, prezentuje esencjonalne instrumenty tamtejszego kręgu kulturowego. Przedstawia najważniejsze pojęcia takie jak raga, alep, hinduskie skale oraz charakterystyczny dla nich przebieg harmoniczny. Dopiero po tym wprowadzeniu możemy zanurzyć się w fascynujący świat orientalnych dźwięków.

Do tematu jeszcze wrócę przy innej okazji.

Zwykły wpis
Simon & Garfunkel

Szałwia i rozmaryn czyli przewodnik po tradycyjnych angielskich przyprawami (Pierwsza jedenastka męskiego wokalu cz. 6 / 11)

Simon & Garfunkel „Scarborough Fair”

Simon to oczywiście mózg całego projektu, ale Art Garfunkel to jego idealny wykonawca.  Młodzieńczy, krystalicznie czysty wokal w 100% koresponduje z folkiem, zanurzonym w równym stopniu w angielskiej tradycji i amerykańskiej, dylanowej ówczesności.

Ale uwaga! Albumowe wersje to dopiero przedsmak – prawdziwą ucztą są koncerty, patrz poniższy fragment – 3:00.

art garfunkel.jpg

Zwykły wpis
Led Zeppelin

Folk ze Gondoru, blues z Mordoru (Pierwsza jedenastka męskiego wokalu cz. 5 / 11)

Led Zeppelin „Dazed and Confused” / „Ramble On” / „Since I’ve Been Loving You” / „Battle of Evermore” / „Rain Song” / „In My Time of Dying”

„Baby, baby , baby…” – złośliwi mówią że to jedyne co potrafił zaśpiewać Robert Plant, a i przy tym nie udaje mu się uniknąć fałszowania. Jeśli byłaby to prawda, to wolę taki fałsz niż krystalicznie czyste występy 99% innych wykonawców. Niech za przykład posłuży tutaj 6 utworów – po jednym z pierwszych sześciu albumów.

„Dazed and Confused” (Led Zeppelin I) – ciężki pochód bluesowego czołgu przechodzi w jakieś szalone psychodeliczne odjazdy, których by Hendrix nie wymyślił. Bohnam gra z mocą niedostępną perkusistom z tego świata, Page ale to Plant prowadzi kompozycję.

„Ramble On” (Led Zeppelin II) – bardzo bluesowo, bardzo amerykańsko, a teksty prosto ze Śródziemia.

„Since I’ve Been Loving You” (Led Zeppelin III) – skończone arcydzieło bluesowej ballady. Rozwijające się z mocą walca drogowego. Plant odnalazł się tutaj w szczytowej formie. Inne kawałki Zeppelinów są kowerowane nadzwyczaj często, ten jakoś nie bardzo. A jeśli nawet  ktoś się za niego bierze to raczej robi wersję instrumentalną.

„Battle of Evermore” (Led Zeppelin IV) – zbyt mało się mówi o tym jak bardzo Page i spółka potrafili w folki. Ten utwór nagrany przy współudziale Sandy Denny z klasycznego angielskiego zespołu Fairport Convention (o którym warto będzie napisać kiedy indziej) pokazuje skale ich możliwości. Mistrzostwo w budowaniu nastroju i kunsztownym konstruowaniu kompozycji – przy wspaniałym końcowym „Bring It, Bring It, Bring It, Bring It…!!!”. Kolejna wyprawa Zeppelinów do Śródziemia.

„Rain Song” (Houses of the Holy) – rozmarzona ballada z przepiękną partią melotronu przypominającą „Cluba da Esquina No 2”. Takiej dozy subtelności nie spodziewałem się po Robercie Plancie.

„In My Time of Dying” (Physical Graffiti) – z całym szacunkiem do Jacka White’a w tym jednym kawałku dzieje się więcej niż na większości płyt The White Stripes.

robert plant.jpg

Zwykły wpis