SuiseiNoboAz

Tęcza, rankingi i tańczący Tom Yorke

SuiseiNoboAz „Liquid Rainbow”

Rozpoczęła się coroczna seria rankingów serwisu Beehype. Prezentowane są w nich najlepsze kawałki (utwory) wydane w 2017 roku w ponad 60 rejonach świata. Prawdziwa uczta dla takiego szperacza jak ja. Co roku cały styczeń spędzam na przegrzebywaniu paruset pozycji w poszukiwaniu tych parudziesięciu, które na stałe wejdą do mojej playlisty i selekcjonowaniu tych paru, o których napisze na blogu. W zeszłym roku z Best of 2016 wydobyłem takie perełki jak Shuta HasunumaShugu Tokumaru z Japonii, Gravitysays_I z Grecji, Lam  z Polski czy Apolo Beat z Argentyny.

Mimo, tego że przesłuchuję wszystkie listy, wiedziony doświadczeniem z poprzednich lat z największą niecierpliwością czekam na zestawienia z Japonii, Polski i Afryki (traktowana tutaj jako jeden region). W tym roku Japonia już się pojawiła, a wśród 20 propozycji jest jedna z którą zdążyłem się zapoznać w 2017 roku.

Kawałek „Liquid Rainbow” zespołu SuiseiNoboAz, bo o nim mowa, urzekł mnie już podczas pierwszego odsłuchu. Posiada on wszystkie cechy za które kocham muzykę japońską w ogóle – niebywałą umiejętność łączenia elementów o których inni wykonawcy nawet by nie pomyśleli, że można połączyć. 

Formalnie hip-hop – surowy rap i mocarny bit spinaja całą kompozycję.  Jednak produkcja już z okolic dance-punku, a rytmika wybitnie jazzowa. Całość domykaja z jednej strony noisowe wstawki, a z drugiej dream-popowe pejzaże w drugiej części utworu. Nad wszystkim unosi się duch radioheadowych (nawet teledysk jawnie nawiązuje do „Lotus Flower”) eksperymentów i vonnegutowej wrażliwości (od którego zaczerpnięta została nazwa grupy), czyli tego co w kulturze cenię najbardziej. 

Reklamy
Zwykły wpis
Jay-Z

Po co Ci mocne głośniki samochodowe? (Nie samą niszą żyje człowiek cz.1)

Jay-Z „99 Problems”

Producent Rick Rubin za czasów współpracy z Beastie Boys nieraz przyznawał, że jest wielkim fanem metalu. Tę pasję uwydatnił wrzucając do „99 Problems” prostego, ale jakże mocarnego riffa.

Z gatunku takich, dla których podbija się moc w głośnikach samochodowych.

Zwykły wpis
MINA

W wojennych barwach (Muzyka krajów okołorównikowych cz. 1)

Mina „Niña Mala”

Współczesna elektronika i hip-hop w klimacie antymaczystowskiego manifestu. Agresywna plemienność rytmu nadaje niezwykłej intensywności debiutanckiemu kawałkowi tej latynoskiej artystki. Inspirację do tego niesamowitego dzieła znalazła w twórczości takich muzyków jak Kendrick Lamar, Tupac i Ana Tijoux. Do tego dochodzi jeszcze 100% adekwatność dołączonego teledysku do prezentowanej muzyki i mamy hit – na razie tylko w Ameryce łacińskiej, ale po takim początku spodziewam się po niej dużo więcej. MINA? Más! Más! Más!


Zwykły wpis
MC Mesijus

Czy w hip-hopie potrzebne są zrozumiałe teksty? (Po sąsiedzku cz. 3)

MC Mesijus X Münpauzn – Tu Pareigunas

Zgodnie z prawem nagłówków Betteridge’a odpowiedź wydaje się oczywista. Patrz taki MC Mesijus –  litewski raper. Przed użyciem google translate nie byłbym w stanie nawet w przybliżeniu określić o czym on rapuje, co jednak w żaden sposób nie przeszkadzało mi w satysfakcjonującym odsłuchu jego twórczości. Prosty, ale głęboki bit połączony z elektronicznymi efektami rodem od Boards od Canada (serio, warto porównać z „Wildlife Analysis„) wystarczył by przykuć moją uwagę do tego ezoterycznego hip-hopu.

https://www.youtube.com/watch?v=GBQDg5MDEjc</embed&gt;

 

Zwykły wpis
DJ Shadow

Jak to wszystko posklejać?

DJ Shadow „Midnight in a Perfect World”

Klasyczny przykład perfekcyjnie osadzonego sampla.

Klawiszowy fragment kawałka z ostatniego wpisu, czyli „Sekoilu Seestyy” stanowi niesamowitą bazę na plądrofoniczne zabawy dające efekt jedyny w rodzaju. W bonusie dostajemy teledysk wizualizujący ten proces, gdy ekran dzieli się na filmy ukazujące pochodzenie poszczególnych ścieżek.

Zwykły wpis
Łona

Początek sezonu grzewczego i kwestia rozwoju czytelnictwa w Polsce

Łona „Błąd”

Nadszedł ten moment w roku kiedy kaloryfery zaczynają działać z pełną mocą, co daj mi znak że rozpoczął się sezon na Łonę.

W kwietniu rzucił (oczywiście jak zawsze wspólne z Webberem) kolejny materiał i… po raz kolejny trafił prosto w mój gust. Ponownie rzuca mądrością (nie mylić z „mądrościami”) na lewo i prawo, ponownie idealnie zgrywa się ze swoim producentem. Dynamika, błyskotliwość, ważne tematy i łatwość odbioru. Można już powiedzieć głośno – mamy w Polsce nasze A Tribe Called Quest – czekam na więcej.

 

Zwykły wpis