Ravi Shankar

Wstęp do hindustańskiej muzyki

Ravi Shankar – album „Sounds of India”

Zapuszczamy się dzisiaj na zupełnie obcy muzyczny ląd.

Klasyczna muzyka hinduska dzieli się na dwa główne nurty reprezentujące, zupełnie odmienne kręgi kulturowe północnych i południowych Indii. Są to odpowiednio muzyka hindustanska i muzyka karnatacka. Nie będę się tutaj silil na eksperta, w końcu mamy tu do czynienia z wielowiekowa, ciągle żywą tradycją kraju, zamieszkałego przez grubo ponad miliard ludzi. Tak więc mówimy tutaj o kropli w niemierzonym morzu muzyki Indii.

Dzisiaj pierwsze spojrzenie na Północ. Z pomocą w zrozumieniu absolutnych podstaw muzyki hindustanskiej przychodzi nam najsłynniejszy (w Europie i Stanach) muzyk z tego kraju, czyli Ravi Shankar. Na albumie „Sounds of India” zanim autor przechodzi do prezentacji swojej twórczości, prostymi słowami objaśnia najważniejsze pojęcia i strukturę utworu muzycznego, prezentuje esencjonalne instrumenty tamtejszego kręgu kulturowego. Przedstawia najważniejsze pojęcia takie jak raga, alep, hinduskie skale oraz charakterystyczny dla nich przebieg harmoniczny. Dopiero po tym wprowadzeniu możemy zanurzyć się w fascynujący świat orientalnych dźwięków.

Do tematu jeszcze wrócę przy innej okazji.

Zwykły wpis
Shuta Hasunuma

Surowo i symfonicznie

Shuta Hasunuma „Raw Town” / Shuta Hasunuma Philharmonic Orchestra „No Concerto”

Kawałek najczystszego popu na rok 2016. Bezpretensjonalnie przyjemny i szczerze radosny. Kluczowy fragment – wyciszenie od 1:40 do wspaniałego powrotu do głównego tematu w 2:15.

Warto spojrzeć na wcześniejsze dokonania utalentowanego Japończyka w Shuta Hasunuma Philharmonic Orchestra. Wyraźnie widać jak po 10 latach sufjanowy barok-minimal-folk pop rodem z „Illinoise” dalej mocno krąży w świecie muzyki.

Zwykły wpis
Alegría Rampante

Skoczna introwersja (Muzyka krajów okołorównikowych cz. 5)

Alegría Rampante – „Un cuarto más pequeño”

Długo zastanawiałem się co mnie tak przyciąga do tego, dosyć prostego utworu. Aż w końcu zauważyłem w nim fascynująco sprzeczne elementy – żywą, skoczną współpracę poszczególnych instrumentów przy jednocześnie hipnotyzująco wycofanym wokalu Eduardo Alegria i mglistych syntezatorowych tłach. Jeśli poszukujesz utworu do samotnych wędrówek przy pierwszych powiewach lata – „Un cuarto más pequeño” jest dla Ciebie.


Zwykły wpis
Felt

Królowa na gościnnych występach

Felt „Primitive Painters”

Zespół – mozaika i porządna ejtisowa druga liga. Tu trochę Television, tam trochę The Smiths, dużo dream popu. Jednak szczytowe osiągnięcie wiąże się z okresem albumu „Ignite the Seven Cannons” i osobą Robina Guthrie, który nie tylko zajął się produkcją i zbliżył brzmienie do Cocteau Twins, ale również zaprosił do studia Elisabeth Fraser. Takie połączenie musiało się udać.

Zwykły wpis
The Sundays

Gdzieś pomiędzy senną Szkocją, a radosną Szwecją

The Sundays „Where The Story Ends”

…gdzieś tam umiejscowiony jest Londyn, którym to w 1987 został założony zespół The Sundays. Trzy lata później wydali swój debiutancki, jak się później okazało najlepszy album.

Dużo tutaj słychać inspiracji wokalem Elisabeth Fraser z Cocteau Twins i gitarą Johnego Marra z The Smith, czyli wzorce z najwyższej półki. Wyszedł z tego niezwykle przystępny patent, wielokrotnie powielany z raz lepszym, raz gorszym skutkiem w późniejszych odsłonach kobiecego  pop-rocka spod znaku The Cardigans czy The Cranberries. Choć i Natalie Imbruglia znalazła coś dla siebie.

Zwykły wpis
Rycerzyki

Co zdarzyło się w Mszanie Dolnej?

„Hounds” Rycerzyki

Dużo dobrego dzieje się na przełomie tych 5 minut. Zaczyna się synth-popowo, ale później pojawia się przepięknie aranżowany pop, z jednej strony gitarowy, z drugiej elektroniczno-easylisteningowy, w końcu czerpiący z bogatej tradycji barokowego popu.

Nawet jeśli angielski akcent kuleje, to zabiegi mające na celu naśladowaniu maniery Kate Bush w refrenie robią różnicę.

ps. fantastyczny teledysk!
ps2. to moja ulubiona polska nazwa zespołu.
ps3. Rycerzyki pochodzą z tego samego kolektywu (Stajnia Sobieski) co wspominani już tutaj niedawno Die Flote, coś czuje, że to nie ostatni wpis z tych rejonów

Zwykły wpis
Saint Etienne

Francuskie miasta, angielskie zespoły i australijskie piosenkarki

„Nothing Can Stop Us” Saint Etienne

Dzisiejszy wpis dla przeciwwagi do wczorajszego.

Zwiewna, subtelna, taneczna kompozycja, która sporo zawdzięcza zarówno francuskiemu popowi lat 60-tych (Ye-Ye który czeka w kolejce do dokładniejszej eksploracji), jak i zespołom madchasterowym czy Primal Scream.

A najlepszą rekomendacją do tego utworu niech będzie to, że Kylie Minogue wzięła się za jego cowerowanie.

Zwykły wpis