Basia

Po prostu Basia

Basia „Time and Tide” / „New Day For You” / „Cruising for Bruising”

Barbara Trzetrzelewska, zdobywała pierwsze wokalne szlify w zespole Alibabki (czyli dla wtajemniczonych – polski muzyczny Olimp). W latach 80-tych po wyjeździe z kraju najpierw w kierunku Wielkiej Brytanii, a następnie do Stanów Zjednoczonych, z pomocą muzyka Danny’ego White’a zawojowała amerykański rynek jazz-popowej piosenki. I jest to, jak do tej pory, największy sukces polskiego popowego muzyka na zachodnim rynku (jednocześnie dużo bardziej rozpoznawalna na obczyźnie niż we własnym kraju).

Cechy charakterystyczne twórczości – organiczne połączenie easy-listeningowego jazz-popu z elementami muzyki latino i bossanovy („New Day For You” kontra „La Isla Bonita” Madonny – słychać wyraźnie powinowactwo). Jednak nie ma tu śladu po bezpłciowości i smęceniu tak częstego w przypadku tych gatunków – sam konkret, bogactwo mikromotywów i nadzwyczajny poziom słuchalności.

PS. Jest coś ikonicznego we wstępie do teledysku „Time and Tide”, gdzie wywołana błędnie do telefonu przedstawia się amerykańskim odbiorcom mówiąc po prostu: „It’s Basia”.

 

 

 

 

 

 

 

 

Reklamy
Zwykły wpis
Lo Borges

Skromny geniusz z klubu za rogiem (Moja droga do Rio cz. 4/4)

Lo Borges „Todo Prazer”

Ktoś pamięta jeszcze mój ubiegłoroczny challenge? Prezentowałem w nim moje ulubione utwory muzyki popularnej, które poznałem na przestrzeni lat szperania w historii muzyki. Nie należy jednak tej listy traktować jako skończonej całości, preferencje ewoluują, wiedza się powiększa, stale poszerza się obszar moich zainteresowań.

Czemu o tym wspominam? Bo dzisiejszy utwór oddziałuje na mnie z tak wielką mocą, że spokojnie znalazłby sobie miejsce w okolicach pierwszej dwudziestki odświeżonego notowania – takiego poziomu jest to utwór.

Perfekcyjnie miękkie brzmienie uwydatnia całą dbałość o wyrafinowaną grę wielorakich konwencji splecionych razem w jedną, doskonałą kompozycję. Steely Dan vs reggae a’la Word Girl vs Ewa Bem vs Miles Davis vs gorące brazylijskie plaże. W lato powala przyjemnym, urlopowym feelingiem, w zimę będzie urzekać skomplikowaną kompozycją.

Tak jak maj 2016 to miesiąc Mecano, tak sierpień należał do muzyki brazylijskiej, która pewnie już zawsze będzie mi przypominać o wydarzeniach i emocjach z tego okresu. A w szczególności Lo Borges, ten najbardziej niepozorny z całej grupy niezwykle utalentowanych kompozytorów zza oceanu. Rozpoczynający swoją karierę jako ten mniej popularny z duetu nagrywającego słynny krążek „Clube de Esquina” (Klub za Rogiem /Corner Club), który otworzył świat kultury anglosaskiej na tamte rejony muzycznego świata.

Zwykły wpis