Mezzoforte

Jak ciepły letni deszcz (Przystanek Islandia cz. 3)

Mezzoforte „Suprise/Garden Party”

Niezwykle przyjemny jazz-funk. Z jednej strony słychać tutaj udane inspiracje Kool And The Gang czy Earth, Wind and Fire, ale jakby ktoś mi powiedział że to zaginiony instrumental z albumu „1980” Krystyny Prońko to też bym uwierzył.

Trzeba wyróżnić tutaj bas za utrzymanie w ręku pulsu całego kawałka oraz klawiszowca za brzmienie i najciekawsze mikromotywy. Choć trzeba przyznać, że reszta daleko nie odstaje – słychać tutaj doskonała synergię zespołu. Warto spojrzeć w wykonania live, gdzie wyczuć w zespole można prawdziwą frajdę wspólnego tworzenia, która w prosty sposób udzieli się też słuchaczom.

Reklamy
Zwykły wpis
Andrzej Zaucha

Bajka o wybitnym wokaliście (Pierwsza jedenastka męskiego wokalu cz. 10/11)

Andrzej Zaucha „Musze mieć dziewczynę” / „Most nad rzeką zdarzeń” / „C’est LaVie” / „Myśmy sobie pisani” / czołówka z „Gumisiów”

W świecie polskich mediów gdzie wypada gloryfikować dokonania Czesława Niemena (gdy szersza publiczność zna 4-5 jego sztandarowych utworów) zdecydowanie brakuje „czasu antenowego” dla innych wybitnych kolegów po fachu. Zaucha jest tutaj najbardziej wyrazistym przykładem pierwszoligowego artysty (i w tym porównaniu chodzi mi raczej o poziom czołowego przedstawiciela ligi hiszpańskiej lub angielskiej a nie naszej rodzimej Ekstraklasy) nieco zapomnianego przez opiniotwórcze media głównego nurtu. Warto sobie wpisać najpopularniejsze utwory Zauchy i Niemena na stronie odsluchane.eu gdzie dysproporcje między nimi są widoczne gołym okiem. Jedynie „Byłaś serca biciem” pojawia się regularnie w radio, z czego znaczna ilość odtworzeń dotyczy rozgłośni lokalnych.

Ciężko jest mi znaleźć przyczyny takiego stanu rzeczy. Z mojej perspektywy Andrzej Zaucha wpisuje się w schemat artysty dla każdego – trójkowcy mają crimsonowe „Wymyśliłem Ciebie”, fani „Złotych Przebojów” pewnie z przyjemnością posłuchają ody do małomiasteczkowej mentalności czyli „C’est La Vie -Paryż z Pocztówki”, bywalcy koncertów jazzowych znajdą coś dla siebie praktycznie w większości repertuaru, rockowcy wybiorą coś z Dżambli – choćby jazz-rockową perełkę „Muszę mieć dziewczynę”, do głównych anten Zetki czy RMF Fm nieźle wpisałby się funkujący „Most nad rzeką zdarzeń” (co za tekst Kondtratowicza!!!), nawet raperzy słuchają (Nie mam tylu fanek co Andrzej Zaucha Prawdę mówiąc, to nie mam fanek wcale, zluzuj.”)

Ale to tylko pobożne życzenia. Dobrze, że chociaż dzieci regularnie słuchają najwybitniejszego wokalisty w historii polskiej muzyki rozrywkowej.

Andrzej Zaucha.jpg


Zwykły wpis
SuiseiNoboAz

Tęcza, rankingi i tańczący Tom Yorke

SuiseiNoboAz „Liquid Rainbow”

Rozpoczęła się coroczna seria rankingów serwisu Beehype. Prezentowane są w nich najlepsze kawałki (utwory) wydane w 2017 roku w ponad 60 rejonach świata. Prawdziwa uczta dla takiego szperacza jak ja. Co roku cały styczeń spędzam na przegrzebywaniu paruset pozycji w poszukiwaniu tych parudziesięciu, które na stałe wejdą do mojej playlisty i selekcjonowaniu tych paru, o których napisze na blogu. W zeszłym roku z Best of 2016 wydobyłem takie perełki jak Shuta HasunumaShugu Tokumaru z Japonii, Gravitysays_I z Grecji, Lam  z Polski czy Apolo Beat z Argentyny.

Mimo, tego że przesłuchuję wszystkie listy, wiedziony doświadczeniem z poprzednich lat z największą niecierpliwością czekam na zestawienia z Japonii, Polski i Afryki (traktowana tutaj jako jeden region). W tym roku Japonia już się pojawiła, a wśród 20 propozycji jest jedna z którą zdążyłem się zapoznać w 2017 roku.

Kawałek „Liquid Rainbow” zespołu SuiseiNoboAz, bo o nim mowa, urzekł mnie już podczas pierwszego odsłuchu. Posiada on wszystkie cechy za które kocham muzykę japońską w ogóle – niebywałą umiejętność łączenia elementów o których inni wykonawcy nawet by nie pomyśleli, że można połączyć. 

Formalnie hip-hop – surowy rap i mocarny bit spinaja całą kompozycję.  Jednak produkcja już z okolic dance-punku, a rytmika wybitnie jazzowa. Całość domykaja z jednej strony noisowe wstawki, a z drugiej dream-popowe pejzaże w drugiej części utworu. Nad wszystkim unosi się duch radioheadowych (nawet teledysk jawnie nawiązuje do „Lotus Flower”) eksperymentów i vonnegutowej wrażliwości (od którego zaczerpnięta została nazwa grupy), czyli tego co w kulturze cenię najbardziej. 

Zwykły wpis
Laura Nyro

Nowojorska matka artystów

Laura Nyro „Eli’s Coming” / „Stoned Soul Picnic” / „Poverty Train” / „Luckie”

Murowana kandydatka do czołówki listy najbardziej niedocenionych twórców w historii. Same nazwiska naśladowców mogą przyprawić o zawroty głowy – Joni Mitchell, Kate Bush, Steely Dan, Barbara Streisand, Elton John, Orpheus, Todd Rundgren, Carole King, 5th Dimension…

Specjalności zakładu:
1. Płynne prześlizgiwanie się po poważce, jazzie, piano-rocku, bluesie z klasycznym biało-soulowym wokalem, czasem nawet do funku zajrzała.
2. Dziesiątki zmian tempa w obrębie jednej kompozycji.
3. Ekstremalna wrażliwość i piekielnie inteligentny romantyzm tekstów.
4. Znakomita grupa współpracujących instrumentalistów z tzw. nowojorskiego Brill Building.

Highlight –  „Eli’s Coming” – Laura w tym utworze nie bierze jeńców – zaczyna w balladowym stylu, który można 15 lat później podpatrzeć u Kate Bush, ale później wybucha instrumentalna petarda i zaczynamy jazdę bez trzymanki.

Zwykły wpis
Halina Frąckowiak, SBB

Osiągnięcia na obcym gruncie

SBB „Follow My Dream” , Bitwy na obrazach” / Halina Frąckowiak „Jesteś spóźnionym deszczem”

Czesław Niemen stwierdził kiedyś, że to on wprowadził członków SBB na „salony europejskiej awangardy”. Jeśli uznać to stwierdzenie za prawdziwe to pokazuje w jak złą stronę ciągnąc on zespół Józefa Skrzeka. Awangarda kierująca się w stronę instrumentalnego rozpasania z miejsca wchodzi w kategorię złego prog-rocka. Na całe szczęście SBB szybko przekształciło te zgubne wpływy w muzykę z pogranicza rocka symfonicznego, fusion, funku i soulu w stylu Steviego Wondera z bogatym Floydowym tłem. Szkoda tylko, że tak rzadko wchodzili na, wydawałoby się obce dla nich, poletko popu, bo praktycznie każda taka próba była strzałem w dziesiątkę. Szczególnie cudownie kanciaste „Bitwy na obrazach”,  Wonderowo-krautrockowe „Follow My Dream” oraz skomponowany przez Skrzeka utwór „Jesteś spóźnionym deszczem” z albumu Haliny Frąckowiak.

 

 

 

 

 

 

Zwykły wpis
Pekka Pohjola

Światełko w tunelu

Pekka Pohjola „Sekoilu Seestyy”

Fiński multiinstrumentalista kojarzony z tą nudniejszą stroną połączenia prog rocka i fusion jazzu z Zappowskimi naleciałościami, pełną zmian tempa i popisów instrumentalnych nie dążących w żadnym konkretnym kierunku. Jednak jeden moment jest warty większej uwagi – to klimatyczna impresja „Sekoilu Seestyy” z 1974 roku, powalająca brzmieniem klawiszowego tła i cudowną, oszczędną partią gitary.

Jednak prawdziwą magię tkwiącą w tym kawałku udało się odkryć 20 lat później w zupełnie innych okolicznościach świata muzyki. Ale o tym w kolejnym wpisie.

Zwykły wpis
Janko Nilović

Historia jednego serialu (Balkan trip cz. 5/8)

Janko Nilović „Soul Impressions”

Miami, lata 70-te. Pewien reżyser pragnie zrobić perfekcyjny serial o policjantach i gangsterach. Ma już doskonałe postacie, scenariusz bez skazy, najlepszych aktorów. Do pełni szczęścia brakuje mu tylko soundtracku. Nic jednak nie spełnia jego wygorowanych wymagań. Nie chcąc iść na ustępstwa, traci kontrakt, popada w depresję i kończy karierę. Gdyby tylko wiedział, że po drugiej stronie oceanu w górzystej Czarnogórze Janko Nilović nagrywa funkowy dzielo życia otrzymalibysmy telewizyjny absolut.

Ale nie ma się co martwić – historia ta nigdy sie nie wydarzyła, a my mamy „Soul Impressions”.

Zwykły wpis