Furia Futrzaków

Lista przebojów telewizji śniadaniowej

Furia Futrzaków „Brokat”

Moim skromnym zdaniem to jeden z najlepiej brzmiących kawałków w polskiej fonografii. W „środowisku” uznana marka, w mainstreamie dalej anonimowy zespół (mimo promocyjnego występu w „Dzień dobry TVN”). W idealnym świecie to powinno hulać po radiach na zmianę z jakąś Natalią Nykiel.

Reklamy
Zwykły wpis
Sorja morja

Bajtkowe soundtracki XXI wieku

Sorja Morja „Stany”

Powrót do lat 80-tych jakiego jeszcze w polskiej muzyce nie było. Ba! Światowej nawet! Synth-pop a’la Papa Dance przetworzony przez wrażliwość nowoczesnego duchologa. To jest ten rodzaj szokująco nowatorskiej układanki w której nie sposób przewidzieć pojawienia się kolejnych elementów. Serio, przy pierwszych przesłuchaniach byłem kompletnie skołowany nieprzystawalnością następujących po sobie fragmentów, które jednak przy ogarnięciu całości tworzą niesamowicie oryginalny obraz.

Wybuchowa mieszanka kanciastości Kraftwerkowego bitu, przebojowości Junior Boys, udziwnionych progresji akordów i klimatu horroru o nawiedzonych Fasolkach stają się ich znakiem rozpoznawczym. I w tym całym maglu mamy nawiedzone „Stany” jako ich flagowy (-anty) hit jako wisienka na torcie. To jak to w końcu z tą polską muzyką?

Ps. Czekamy na pierwszą płytę, której przedsmak mamy na singlu „Australia„, który wyszedł parę dni temu. Ja już się jaram.

Ps2. Rzadko używam wykrzykników we wpisach, ale tutaj nie mogłem się powstrzymać, co już samo w sobie świadczy o moim stosunku do tego zespołu.

Ps3. Tak w ogóle to Sorja Morja mają na koncie jak na razie 5 utworów – „Stany”, „Nowy utwór”, „Nie myśl o niczym”, „Tajemniczy ogród” i „Australia” (dla zainteresowanych wszystkie dostępne są tutaj).  Jak na razie – BEZBŁĘDNIE!

Zwykły wpis
Papa Dance

Jarać się czy nie jarać?

Papa Dance „Wit Boy” / „Maxi Singiel”/ „Pocztówka z Wakacji” / „Frankie czy Ci nie żal” / „In Flagranti” /

Przez jednych uważani za prekursorów disco polo, przez innych za najwybitniejszy popowy zespół w historii Polski. Ci pierwsi nie mogli się bardziej mylić. Ok, konwencja się mocno zdezaktualizowała, brzmienie też mocno niedzisiejsze. Jednak właśnie tej ekipie najbliżej jest do skumulowania największych osiągnięć anglosaskiego popu lat 80-tych. Porównania do Prefab Sprout i Scritti Polliti w sferze kompozycji (czyli wyrafinowanie i szlachetność) są jak najbardziej słuszne, tak jak podobieństwo do utworów produkcji Trevora Horna (ABC, Yes z poziomu „Owner of The Lonely Heart”, Frankie Goes to Hollywood).

To co mnie osobiście najbardziej zachwyca to (przy całej muzycznej jakości) świadome kreowanie popkulturowej jakości – tylko im udało się stworzyć (odtworzyć?) całościowy stan ducha młodego pokolenia po stanie wojennym, wraz z charakterystycznym słownictwem, pełnym angielskich zapożyczeń z dziesiątkami kreatywnych nawiązań i błyskotliwych gier słownych (na czele z tytułem „Frankie czy Ci nie żal” czyli złączenie „Góralu czy Ci nie żal” z nazwą zespołu Frankie Goes to Hollywood).

Z mnogości dobra na ich dwóch pierwszych płytach postawiłem (z ciężkim sercem) na następującą topową piątkę:

5. „In Flagranti” – zabawny tekst, wzorowa współpraca pomiędzy wokalami, gra pomiędzy kanałami od 3:03, mnogość klawiszowych mikromotywów w przekroju całego utworu.

4. „Frankie Czy Ci Nie Żal” – tytuł + bas i klawisze od 0:24

3. „Pocztówka z Wakacji” – barokowe klawisze zwłaszcza w prologu

2. „Maxi Singiel” – za „piękny sound” i bazowa metafora utworu.

1. „Wit Boy” – SYNKOPOWANY BAS, ROZŁOŻENIE AKCENTÓW W REFRENIE, SYNTEZATOROWA SOLÓWKA OD 2:07

Ps. Jarać się

Zwykły wpis
Kombi

Z jedną literką

Kombi „Leniwe sny”

Rozmarzony, senny krajobraz wytworzony przez syntezatory Sławomira Łosowskiego i śpiewający jakby od niechcenia Grzegorz Skawiński stworzyły mieszankę idealną w kategorii elektro-ballady. Ciężko jest mi znaleźć anglosaski odpowiednik, a to dla osób poszukujących nowych brzmień jest najlepszą rekomendacja.

Zwykły wpis
Nik Kershaw

O tym jak mały Nik zawojował listy przebojów

Nik Kershaw „Riddle” / „Wouldn’t It Be Good”

Krótka historia. Jakieś rok temu jeden z krytyków muzycznych promował na swoim fanpage’u postać artysty o nazwisku Kershaw zachwalając go jako jedną z zapomnianych perełek lat 80-tych. Tych z rodzaju „znam utwór – nie wiem czyje to”. To myślę sobie sprawdzę, co mam nie sprawdzić.

Na pierwszy ogień „Wouldn’t It Be Good”. Pierwsze dźwięki – znam. Pierwsze wrażenie o głównym temacie z okolic „Krainy Łagodności” jednej z topowych stacji radiowych dla wszystkich i dla nikogo. Tak przemaglowane, że nie zwraca się już uwagi na szczegóły. A to przecież na szczegółach oparty utwór. Z jednej strony krystalicznie ładne brzmienie, a z drugiej niesamowite rzeczy w melodii zwrotki. Tak zwrotki – nie refrenu. Jak na pierwszy świadomy kontakt jest efekt „wow”. Więc drążę dalej.

Krytyk chwali „Riddle” – to włączam. A tu co? Melodia którą znam „od zawsze”, ale w odmiennym wydaniu. Za młodu przez lata krążyła za mną ta melodia w wykonaniu Gigi d’Agostino. Nie to że bym był jego fanem. Bynajmniej. Ale melodii jak najbardziej. Łącząca wszystko co szlachetne w rocku, z przystępnością popu i ciągotami do brzmieniowego dziwactwa. Marszowa, enigmatyczna, epicka.

Cdn.


Zwykły wpis
ABC

Jak łączono barok z ejtisami?

22. „Tears Are Not Enough” ABC

Zgodnie z obietnicą daną 1 marca wracam do tematu „The Lexicon of Love” – jednego z najlepiej wyprodukowanych albumów popowych w historii.

Dzisiaj mój ulubiony utwór z tej płyty – „Tears Are Not Enough”. Ta synth-popowa kompozycja zdobyła moje serce (i głośniki) – krystalicznie czystym brzmieniem, wysmakowanym klimatem, dynamiką napędzaną gitarowym funkiem i jazzującym basem, ale przede wszystkim tą szokującą klawesynową solówką. Jak dla mnie ścisła czołówka popu wszech czasów.

Gdyby tylko Bowie w połowie lat 80-tych poszedł w tę stronę…

Ps. Jeden z utworów, które TRZEBA słuchać na dobrych głośnikach. I lepiej nie szukać wersji live – liczy się tylko studyjna z albumu.

Zwykły wpis
Scritti Politti

Radosne hymny okresów okołourlopowych

30. „Don’t Work That Hard” / „Lover to Fall” Scritti Politti

Z wierzchu klasyczne poptymistyczne songi z lat 80-tych, lekko trącące posmakiem kiczu tego okresu, ale w głębi daje się zauważyć kunsztowne, minimalistyczne kompozycje, niesamowicie precyzyjną rytmikę oraz przejrzystą produkcję.

Kolejny z moich żelaznych faworytów w wyborach na maratońskie soundtracki – jest rytmika, optymizm i energia – wszystko czego mi potrzeba w takiej sytuacji.

Zwykły wpis